Czyli... obejrzałam najnowszy film Marka Koterskiego "Baby są jakieś inne". Znam twórczość reżysera i wiedziałam, że nie idę na komedię, a jednak dystrybutor wciąż z polskiego widza robi 'mało wymagającego ignoranta', który na pewno pójdzie na komedię, a dramatu nie zrozumie. "Baby..." to dramatyczny film drogi, tak bym go chyba zaszufladkowała. To właściwie tragedia grecka, która od początku dąży do strasznego zakończenia akcji... na łyżce koparki.
| www.kinolog.pl |
Wszystko oczywiście przez te baby, które wciąż ziewają, nie zasłaniając dłonią ust, zamiast eksponować twarz świecą golizną i obcisłymi spódnicami, zatraciły swą kobiecość, chodzą w spodniach, stukają obcasami, mylą kierunki, nie mają orientacji przestrzennej, a na dodatek mają mniejsze mózgi! Czy to wszystko brzmi jak stereotyp? Tak. Ale Marek Koterski w swojej przewrotności gra stereotypami przeciwko mężczyznom, ukazując ich jako miernoty, które życie poświęciły na szukanie swojej wyższości nad babami zamiast skupić się na samym życiu. Film jest przykry i nieco gorzki, dlatego idąc do kina pamiętaj, że de facto udajesz się na dobrą sztukę teatralną a nie na zbiór śmiesznych gagów w stylu "Kilera".



