Nie mieszkam już z rodzicami. Tęsknię za nimi, za domem, ogrodem i cudowną okolicą, w jakiej stoi dom rodziców. Ale najbardziej tęsknię za moim psem! Kiedy mieszkałam w Kościnie niemal codziennie chodziłam z nim na spacer (a raczej on ze mną). Miałam kontakt z naturą, bo na przechadzki udawaliśmy się do lasu, na łąki albo po prostu wzdłuż wiejskiej drogi.Oddychałam świeżym powietrzem, biegałam, oglądałam jak zmienia się przyroda. Nigdy nie czułam się sama, bo co prawda mój pies nie jest rozmowny, ale bywa świetnym towarzyszem w trudnych chwilach. I w tych dobrych też...
Lukas to labrador retriver. Czarny jak smoła, choć już posiwiał ma niesamowicie godny wyraz mordy i postawę, dlatego by złagodzić jego generalskie maniery zdarza się, że wołam na niego Bodzio. Chyba nie ma nic przeciwko, bo od razu macha ogonem. Jego imię rodowodowe to Lukas Pustynna Burza.
Kocha wodę, dlatego często zabieraliśmy go nad morze. Kiedy tylko orientował się, że jest blisko plaży zrywał się jak szalony i wpadał z wielkim hukiem do wody. Błagalnym wzrokiem prosił, żeby mu rzucić cokolwiek, co mógłby zaaportować. Niestety od kilku miesięcy cierpi na zwyrodnienie kręgosłupa i nie może już zażywać kąpieli morskich.
W Berlinie nie mam pieska. Nie mam spacerów, kontaktu z naturą. Nie mam poczucia, że jest zawsze ktoś, do kogo mogę się odezwać. Tęsknię za moim psem...