Czy piszecie jeszcze listy do Waszych Mikołajów albo Pań Mikołajowych?
Ja już od dawna tego nie robiłam, ale muszę przyznać, że jestem jednym z tych niewielu dzieci, które długo wierzyły w św. Mikołaja, a na dodatek go widziały w saniach ciągnionych przez stado reniferów! Miałam kochaną babcię, która potrafiła rozbudzić moją fantazję tak, że chmury na niebie były śmietankowym kremem, ognisko w lesie latarnią dla dzikich skrzatów, a między dachami w Wigilię widziałam błyszczące i dorodne renifery i rozśmianego św. Mikołaja. Tęsknię za nią bardzo, odeszła 10 lat temu, wspomnienie jej ciepłych dłoni i najbardziej kobiecej twarzy jaką widziałam jest wciąż żywe. Z mamą pamięć o niej przechowujemy w zdjęciach, ale też w przepisach kulinarnych. Co roku na stole ląduje jabłecznik i pierogi jej przepisu. Była cudowną kucharką, ale przede wszystkim czarodziejską babcią.
To właśnie ona motywowała mnie do pisania listów do św. Mikołaja. Odkąd jej nie ma nie napisałam ani jednego. Może to właśnie ona z nieba podszeptuje mi do ucha, żeby w tym roku znów to zrobić? Nie mam wielkich życzeń, bo zawsze wolę spełniać mojej rodziny i przyjaciół.
Kocham książki a Ty, drogi św. Mikołaju na pewno o tym wiesz. Uwielbiam kiedy jedna leży przy łóżku i jest moją jaśkową, bo zawsze na niej zasypiam. Kiedy druga plącze mi się między portfelem a telefonem w torebce, a trzecie leży na stole w kuchni i w przerwach między obieraniem ziemniaków i smażeniem kotletów podczytuję jakąś fascynującą historię. Dlatego św. Mikołaju proszę Cię z całego serca, nie zapominaj o mnie w tym roku i przynieś mi książki! Perła Anonima oraz Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara Wilhelma Apolinara Kostrowickiego to moje wymarzone pozycje, bo Ty jeden tylko wiesz ile we mnie pasji do erotyzmu...
Ps. Cieszyłabym się też z ładnego notatnika na adresy, bo wciąż zapominam o tym, żeby sobie taki sprawić.