Stało się! Przeprowadzamy się z mężem. Zostawiamy moje ukochane podwórko i wielką kuchnię z dwoma kuchenkami, kapryśnym piekarnikiem oraz wielkim stołem dla głodnych gości. Wyprowadzamy się z mojego ukochanego Kieza (niemieckie słowo określające malutką część dzielnicy, w Berlinie są tysiące małych Kiezów) Rosenthaler Vorstadt. Bardzo się przyzwyczaiłam do naszej okolicy, do Arkonaplatz z jego niedzielnym pchlim targiem, do sklepu państwa Wietnamczyków z zawsze świeżymi owocami i warzywami, do pań kasjerek w pobliskim Aldi, do bicia dzwonu w monumentalnym Zionskirche, no i przede wszystkim do tego, że mam wszędzie blisko.
 |
Bernauer Strasse - po murze ani śladu, a na jego miejscu powstają kolejne hotele i kamienice |
 |
Bernauer Strasse |
 |
Rheinsberger Strasse / Swinemünder Strasse |
 |
Arkonaplatz. W tle Zionskirche. |
 |
Mauer Park. Mąż biega... |
 |
a żona mierzy czas. |
 |
Weinberg przed południem. |
 |
I po południu. |
 |
Poranne oglądanie śmieciarki. |
 |
Nasze podwórko |
 |
I obraz na klatce schodowej. Ach, ci artyści. |
Mieszkamy rzut beretem od linii muru i mocno da się odczuć, że to jest wschodnia strona. Odnowione przedwojenne kamienice, wszechobecne ścieżki rowerowe i wyremontowane drogi stoją w opozycji do zachodnich bloków z małymi klitkami, zniszczonych fasad kamienic i braku tramwajów. Bardzo się wzbraniałam przed wyprowadzką do Berlina Zachodniego, ponieważ Ost Berlin darzę nieskończoną miłością. Ale stało się inaczej i wyprowadzamy się na Wedding. To bardzo specyficzna dzielnica, w Berlinie długo uchodziła za sypialnie biednych ludzi, którzy przybyli tu za pracą z najróżniejszych stron świata; najczęściej z Turcji i z tzw. Czarnej Afryki. To spowodowało, że ceny mieszkań były bardzo niskie i rodzimi berlińczycy raczej gardzili tą okolicą. Jednak historia idzie na przód i wiele się zmienia. Tak jak turecki Kreuzberg szybko stał się siedzibą berlińskiej awangardy tak i Wedding zyskuje na znaczeniu. Artyści ściągają tu ze wszystkich dzielnic, aby zakładać tu swoje studia i atelier. Ceny wynajmu i kupna są wciąż relatywnie niskie, okolica bardzo multikulturalna, tym samym niezwykle inspirująca. Czy i dla mnie okaże się inspiracją? Może do sięgnięcia po orientalne dla mojego podniebienia smakołyki...
Teoretycznie wyprowadzamy się z miejsca idealnego to jednak jest kilka powodów do radości. Przede wszystkim cieszę się, że wyprowadzamy się na 3 piętro. Obecnie mieszkamy na tzw. wysokim parterze czyli coś pomiędzy parterem a pierwszym piętrem. Nikt co prawda do okien nam nie zagląda, ale zdecydowanie brakuje tu światła. Po drugie: bezpośrednie sąsiedztwo muru (a nawet jego częściowe odbudowanie w zeszłym roku! Głupi turyści myślą, że to oryginał...) powoduje, że jest tu sporo turystów oraz dwupiętrowe autobusy, które obwożą wycieczkę o nazwie "Mauer&Kiez leben - Wall & lifestyle Berlin". Trochę mnie irytuje, gdy jeżdżę na rowerze i jestem obfotografowywana przez turystów. Ale chyba muszę się przyzwyczaić, że jestem elementem tego berlińskiego lifestyle...
Będzie mi brakowało Mitte, ale może Wedding okaże się ciekawszy?
dla mnie każda zmiana zawsze kojarzy się z czyms dobrym, nowym, z nutka tajemniczości i dreszczyku :) Bedzie dobrze - już sama nazwa kojarzy mi się z czyms bardzo oryginalnym :)
OdpowiedzUsuńTaaak, czasami przyjezdni myślą, że żartuję jak im mówię nazwę tej dzielnicy. :-)
UsuńOo ja właśnie mieszkałam na Weddingu i wciąż tam mieszkanie mam. Być może już niedługo znowu z niego skorzystam. :)
OdpowiedzUsuńMoją sąsiadką będzie gwiazda YouTube! Wiedziałam, że warto się sprowadzić do Berlina :-) Uwielbiam Twoje porady!
Usuńhaha :) jak długo już mieszkasz w bln?
UsuńJako dorosła panna już dwa lata. Jako dziecko pomieszkiwałam w tym mieście, ale do szkoły chodziłam na północy Niemiec.
UsuńO to fajnie. Ja już tyle lat tam nie mieszkam i dość rzadko odwiedzam, że za każdym razem czuję, jakbym odwiedzała inne miasto. :) Dużo się zmieniło, ale na szczęście dużo rzeczy też nie. ;)
UsuńPrzez moment się poczułam, jakbyś się wyprowadzała do zupełnie innego landu. Ten post wzbudził we mnie takie uczucie drastycznego oddalenia. Dlatego też cieszę się, że wbrew pozorom nie wyprowadzasz się daleko ;).
OdpowiedzUsuńNajchętniej wyprowadziłabym się z powrotem na północ. Tam było mi najlepiej...
UsuńBardzo lubię Berlin, staram się przyjeżdżać na weekend 2-3 razy w roku, dlatego strasznie się cieszę ze wszyskich berlińskich postów. Tym bardziej, że pokazujesz miejsca, które raczej zwykły, weekendowy turysta nie zagląda. Niech Ci się dobrze i spokojnie mieszka w nowym miejscu:)
OdpowiedzUsuńJeśli będziesz w Berlinie to polecam spacer po tej okolicy o której piszę tzw. Rosenthaler Vorstadt. Żal mi, że opuszczam tak piękny Kiez.
UsuńKiedyś mieszkałam na Wedding'u i raczej nie wspominam tego miło. Wzrok Turków i ich zaczepki mnie denerwowały, a blond pięknością nie jestem...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Tobie się spodoba. :-)
Turków w mojej okolicy też nie brakuje, choć mieszkam jeszcze w tzw. Weiße Viertel. Nie spotkałam się z jakimiś negatywnymi zachowaniami z ich strony, natomiast często spotykam Polaków, do których wstyd mi się przyznać.
Usuńcałkiem ładna to okolica;) oby się miło mieszkało:)
OdpowiedzUsuńTa ładna okolica to miejsce, które właśnie opuszczam. Jak się zadomowię na Weddingu to pewnie też zobaczycie jakiś fotoreportaż :-)
Usuńnie wierzę, że się wyprowadzasz do Wedding.... Mieszkałam na Antwerpenerstrasse 1 :) W bramie na parterze mielismy piekarnię turecką i boskie zapachy chlebowe, ach... I stacja metra Seestrasse. I ten piękny, stary cmentarz - uwielbiałam tam przesiadywać i czytać. Wedding rules! Powodzenia w nowym domu x
OdpowiedzUsuńMam przyjaciółkę, która mieszka na równoległej Lütticher Straße, to naprawdę ładna okolica. Bardzo tam zielono i spokojnie. Mam nadzieję, że ja też będę zadowolona. Najważniejsze, że mieszkanko będzie ładne :)
UsuńA skąd taka decyzja? Lepszy standard mieszkania czy inne powody?
OdpowiedzUsuńStandard jest taki sam. To mieszkanie, do którego się wyprowadzamy jest może ciut ładniejsze, bo ma piękne deski na podłodze. Ale główny powód jest taki, że teraz mieszkamy w tzw. WG, czyli mamy współlokatora, a chcieliśmy zamieszkać sami. :-)
Usuńna pewno w nowym miejscu też znajdziesz wiele pozytywów. byle własne było.
OdpowiedzUsuńi też jestem ciekawa powodu przeprowadzki ;)
Właśnie odpowiedziałam na Twoje pytanie piętro wyżej :-) Zobaczymy jak tam nam będzie w nowym miejscu.
Usuńczesc! milo tu u ciebie. to czasami fajnie spotkac rodaka na "obczyznie"! hahahaaa... chociaz musze przyznac, ze niemcy staly sie moim domem i dobrze sie tu czuje. mieszkam w köln i bylo to pierwsze miasto po moim ukochanym gdansku, w którym poczulam sie swojsko. brakuje mi co prawda strasznie morza, ale mam przynajmniej troche wody w postaci renu! poza tym mulikulturalna cologne przyjela mnie otwartymi ramionami...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i zapraszam...
Jesteś kolejną gdańszczanką, którą "dodaję do ulubionych" :-) Ja z Niemcami jestem związana od zawsze dzięki/przez rodzinę, ale w domu czuję się tylko na polskim wybrzeżu. Nie chodzi tu o kraj, a raczej o krajobraz. Moim marzeniem jest wyprowadzka gdzieś nad wodę, ale na razie dobrze mi w Berlinie, na który też nie mogę narzekać :-) (2,5h i jestem nad morzem...)
Usuńdziekuje! :-D
Usuńtak... musze przyznac, ze morza tez mi strasznie brakuje i wiem, ze köln nie bedzie moim ostatnim przystankiem. jednak "póki co" ciesze sie tym miastem.
a czy moge wiedziec, która to ta druga gdanszczczanka? ;-)
pozdrawiam, basia
Oczywiście Ania Włodarczyk z bloga Strawberries from Poland :-) Uwielbiam jej wpisy, zawsze czekam na nie z niecierpliwością.
Usuńdzieki! zaraz tez do niej zajrze...
Usuńjeszcze raz dziekuje za "namiary". naprawde swietny blog...
UsuńKurcze, fajnie mieszkać w takim miejscu oddychającym historią. Nie powiem, że zazdroszczę, bo nie mam powodu, ale myślę, że Berlin Wschodni ma swoje smaczki.
OdpowiedzUsuńMogłabyś polecić w miarę nowe filmy oddające jakoś atmosferę tego miasta sprzed 1989 roku? Coś pomiędzy "Życiem na podsłuchu", a "Goodbye Lenin"?
Na pewno mogę Ci polecić kultowy film "Sonnenallee". Nie mam pojęcia czy powstało polskie tłumaczenie. Jak coś mi jeszcze przyjdzie do głowy to dam Ci znać!
Usuńa ja lubię przeprowadzki ze względu na sam ich urok, pakowanie, rozpakowywanie, rozstawianie w nowym miejscu, a potem przyzwyczajanie się do tego, co gdzie teraz stoi. :)))
OdpowiedzUsuńEch jakby co, to mam nowy adres bloga: http://invest-in-love.blogspot.com/ :D małe zamieszanie ;d
OdpowiedzUsuńZmiany, zmiany. Tylko ich brak jest jedyną pewną rzeczą w życiu. Życzę Wam wszystkiego dobrego na nowym miejscu. Dom to przecież ludzie, którzy go zamieszkują, a nie budynek.
OdpowiedzUsuń