Pewnie pamiętacie, jak Wam marudziłam, że musiałam z mamą włożyć ogrom pracy w przygotowanie wieczerzy wigilijnym w zeszłym roku. To były pierwsze rodzinne święta po moim zamążpójściu. Aby w przyrodzie była równowaga Wielkanoc organizowała teściowa ze szwagierką (umówmy się... głównie to jednak kobiety rządzą w polskich kuchniach), więc ja z mamą miałyśmy bardzo ambitne zadanie, aby upiec sernik. Na nasze potrzeby domowego świętowania ugotowałyśmy jeszcze żurek, upiekłyśmy szynkę i przygotowałyśmy pyszną sałatkę z selera naciowego, ananasa, płatków migdałowych i piersi z kurczaka. No i nie obyło się bez mazurka. W tym roku wyszperałam tradycyjny polski przepis na ciasto kruche do mazurka i zdecydowałam się na pieczenie z gotowanym żółtkiem. Efekt był niesamowity, ponieważ ciasto wyszło ekstremalnie kruche i delikatne jak piaseczek.
Co do piaseczku... To jak co roku od 8 lat wybraliśmy się w Wielkanocny Poniedziałek nad morze. Prognozy nie były zbyt obiecujące, jednak pogoda dopisała. Było chłodno, ale słonecznie i bezwietrznie. A dzień wcześniej w Wielkanocne popołudnie poszłam z mężem na przechadzkę do pięknego szczecińskiego parku, aby wszystkie wielkanocne łakocie miały szansę ułożyć się w naszych brzuchach. Zachód słońca, śpiewające ptaki, kaczki w tęczy z wody z fontanny i resztki zaskakującego śniegu. Wielkanoc była w tym roku bardziej jak Boże Narodzenie, ale nie próbuję się kłócić z naturą.
Zawsze kiedy słyszę o świątecznym obżarstwie to zalewa mnie zimna krew. To prawda, że w Polsce tradycja nakazuje mieć suto zastawiony stół i co to by goście pomyśleli, gdyby ich podjąć tylko jednym rodzajem pieczystego i suchą drożdżówką. Ameryki nie odkryję, ale wydaje mi się, że między meandrami szynek, jajek, bab i mazurków jest jeszcze miejsce na miłą rozmowę, wymianę uśmiechów, podkarmianie psa, który leży pod stołem. Nikt nie nakazuje jedzenia ton smakołyków. A jeśli nie potrafimy się powstrzymać to zawsze można odpokutować spacerem, nawet w zimny wietrzny dzień, a przyjemność z powrotu do domu i łyk ciepłej herbaty będą jeszcze większe.
 |
Wielkanocny poranek. |
 |
Setki platanów czekają na wiosnę |
 |
A ja razem z nimi. |
 |
Park Kasprowicza |
 |
Wielkanocny poniedziałek |
 |
Tradycyjna wielkanocna wycieczka nad morze. |
 |
Nie ma nic bardziej kojącego niż widok tafli morza. |
Szczecin :D
OdpowiedzUsuńniech już zrobi się zielono ;)
piękne tulipany
W tym roku się nie przejadłam :D Bardzo lubię białe tulipany i nawet chcialm dziś kupić ale były tylko żółte. A ostatnie zdjęcie... to jak zejście do mojego osobistego raju.
OdpowiedzUsuńKiedyś lubiłam tylko żółte tulipany. Każde inne były jakby pogwałceniem idei tulipana, jednak ta wiosna należy zdecydowanie do białych. W Berlinie 10 sztuk kosztuje niecałe dwa euro, więc zawsze goszczą u mnie na stole :-)
UsuńObżarstwo było, ale i tym większy zapał do spacerów, tanecznego imprezowania i innych przyjemnych sposobów do spalania kalorii ;-P
OdpowiedzUsuńNo i rower!
UsuńJasne Blonia...ach :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie... Kiedy je odwiedzisz? Wciąż czekam na Twoją wizytę, niekoniecznie w Szczecinie, ale może w Berlinie?
UsuńU mnie niedziela była obfita w jedzenie, do tego wizyta u dziadków, gdzie zawsze się nasłucham, że niedożywiona jestem ;) Ale za to wczoraj szaleliśmy na nartach, po których jedzenie zupełnie inaczej smakuje.
OdpowiedzUsuńPiękne tulipany, i zazdroszczę takiego nadmorskiego spaceru :)
Północ jeździ podczas Wielkanocy nad morze, a Południe jeździ w góry :-) A co do babć i ich złotych rad to wydaje mi się, że dla nich jest się zawsze albo za chudym albo za grubym, a nigdy w sam raz. No trudno, ważne, że nam jest tak dobrze :-)
UsuńOstatnie zdjęcie cudne ;)
OdpowiedzUsuńJak pierwszy raz zajrzałam na Twojego bloga to myślałam że masz z 17 lat ;p
jesteś bardzo ładna ;)
Bardzo mi schlebiają takie komplementy. :-) Dziękuję!
UsuńSzczecin-Berlin? :) W ubiegłym roku też byliśmy nad morzem w Wielkanoc, ale w tym to już stchórzyliśmy. Tylko krótka wyprawa po najbliższej okolicy. Do platanów nie dotarliśmy :)
OdpowiedzUsuńTrzeba być twardym, nie bać się zimna i nosić szpilki! Motto na wielkanocną niepogodę.
UsuńSzczecin w natarciu :D
OdpowiedzUsuńTak mi się tutaj spodobało, że przeczytałam caleeeego twojego bloga;)
OdpowiedzUsuńBędę tutaj zaglądać regularne ! ;):)
http://a-little-princess-pl.blogspot.com/
pies jest cudowny! :)))
OdpowiedzUsuńa u mnie - na Mazurach - śniegu nie było, więc tak bardziej wielkanocnie. :]
Nie wiem dlaczego u nas spadł śnieg, ale muszę przyznać, że dodał uroku Wielkanocy. Tym bardziej to dziwne, bo Szczecin uchodzi za polski "biegun ciepła". No, ale kto by tam Matkę Naturę rozumiał :)
UsuńMoja mama zawsze powtarza, że prawdziwe kruche ciasto robi się z ugotowanym żółtkiem :). Sama jeszcze nie próbowałam, ale wszystko jest do nadrobienia ;).
OdpowiedzUsuńSpacery w święta to podstawa! :)
Mam podobnego psiaka :)
Pozdrawiam ciepło.