Wychowanka miasta, gdzie ryby powinno się jadać na śniadanie, obiad, deser i kolację, a jada się tylko karpia na Boże Narodzenie, poczuła rybi głód. Zawsze lubiłam rybę i zawsze chętnie jadano ją u mnie w domu. Nigdy nie stroniłam od pstrągów, łososi. Od dawna natomiast chciałam spróbować stek z tuńczyka. Słyszałam na temat tego dania wiele pozytywnych i zaskakujących opinii (smakuje jak schabowy, łatwo się go przyrządza, ma wielkie ości, których łatwo się pozbyć). Do tej pory próbowałam jedynie tuńczyka surowego w sushi i takiego z puszki...
Do wyboru mamy coś dla fanów standardu czyli fish&chips w trzech rozmiarach (uwaga! king size jest naprawdę wielki!), a dla tych, którzy szukają nowości jest tuńczyk podawany z domowymi podsmażanymi ziemniaczkami, pieczywem czosnkowym i surówką z najlepszym dresingiem, jaki kiedykolwiek jadłam. Do każdej potrawy dostajemy remuladę i lekko pikantny sos pomidorowy. Sztućce stoją w cynkowych wiaderkach na stołach. Na ścianie płaski telewizor wyświetla sceny z życia morskich zwierząt, a z głośników słychać berlińskie radio. Przy kasie można wziąć sobie w prezencie cukierka i kartkę o wymownym tekście i rysunku:
Przykładowe potrawy i ich ceny z menu:
Tintenfischtuben in Rotwein-Tomatensoße,Knoblauchbrot 6,90
Lachsburger, Chips und Soßen 5,90
gegrillter Thunfisch, Bratkartoffeln, Salat, Knoblauchbrot 12,50
Meeresspieß, Gemü̈sereis/Bratkartoffeln, Tomatensoße 8,90
Porcje jak na mój żołądek są dość duże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz