Uwielbiam jesień, to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Po gorącym lecie przyjemnie wystawić ciało na chłód poranka, oglądać mgły oblepiające lasy i łąki, uwielbiam ten moment, kiedy natura eksploduje wyjątkowymi kolorami, którymi można się cieszyć zaledwie kilka tygodni. Lubię też tę późną jesień, kiedy z kubkiem herbaty można odpocząć od szalonego nadmiaru owoców letnich i wymyślać kolejne przepisy na jabłeczniki i szarlotki. Oczywiście z kubkiem herbaty w ręku.
Lubię wybrać się na targ i do zaprzyjazionego warzywniaka, gdzie są dostępne "brzydkie", ale szczęśliwe jabłka z Polski. Mogę wtedy przebierać we wczesnych antonówkach, jesiennych i soczystych nakrapianych alwach, albo cierpliwie poczekać na renety. Z resztą wszystkie jabłka są pyszne!
piątek, 6 października 2017
czwartek, 14 września 2017
Odkrycia sierpnia
Książka "Farba znaczy krew" wpadła mi w ręce podczas wyjazdu w Sudety, była w miejscowej biblioteczce u Lokusza. Temat polowań od kilku lat przewijał się w naszej rodzinie z racji tego, że mamy znajomego leśnika, który również poluje, a nawet organizuje polowania dla belgijskich myśliwych! Zawsze podskórnie czułam, że te polowania to jest rozrywka, a nie "regulowanie leśnej gospodarki" jak myśliwi lubią to określać. Jednak nigdy nie zgłębiłam dobrze tematu i w rozmowie ze zwolennikami polowań nie miałam dobrych argumentów w ręku, poza tym, że zabijanie dzikich zwierząt jest bezsensu. Ta książka podaje pełen przekrój opinii, jednak jej największym atutem jest fakt, że napisał ją myśliwy "dezerter". Zenon Kruczyński sam polował przez wiele lat, nauczył się tego od ojca. Jednak w jego życiu nastąpił przełom i nie dość, że przestał polować to jest teraz wielkim przeciwnikiem tego procederu. Opowiada w naprawdę ciekawy i rzeczowy sposób o świecie myśliwych, podaje argumenty, które trafią nawet do najbardziej zagorzałych zwolenników zabijania dzikich zwierząt. Pokazuje bezsens dokarmiania saren i dzików, mówi o tym jakie są rzeczywiste szkody wśród rolników, które często występują jako argument za polowaniem, o okrutnym i bezsensownym odstrzale gęsi i kaczek. Opowiada o tym jak cierpią rodziny, a przede wszystkim dzieci myśliwych. Polecam każdemu, kto choć przez chwilę zastanawiał się w życiu nad sensem polowań.
sobota, 26 sierpnia 2017
Podróże z dzieckiem
Może tytuł tego tekstu powinien brzmieć:
Jak podróżować z dzieckiem i nie zwariować?
albo
Jak nie bać się podróżowania z dzieckiem?
Kiedy rozmawiam z moimi znajomymi i przyjaciółmi, którzy
mają dzieci często słyszę, że nie podróżują, bo to uciążliwe i zaczną znowu
jeździć, jak dzieci podrosną albo przyznają się, że boją się dalekich i bliskich podróży. Patrzą ze zdziwieniem, kiedy opowiadam, że
pojechaliśmy na narty, kiedy Lidia miała 4 miesiące i całkiem nieźle się
bawiliśmy, w naszą pierwszą podróż wyruszyliśmy, kiedy Lidia miała miesiąc, a
jak miała 9 miesięcy zabraliśmy ją na tygodniowy rejs żaglówką. Oczywiście nie
zawsze jest kolorowo, ale czy kiedy jeździliśmy bez dziecka to każda wyprawa
była fantastyczna?
Dziś opowiem Wam o moich zasadach podczas podróżowania z
małym i nieco większym dzieckiem, które powstawały w mojej głowie, odkąd Lidia
się urodziła.
Nie znajdziecie tu porad o tym co spakować i czego nie może zabraknąć w torbie mamy, ale dowiecie się jak zmienić swoje nastawienie do podróżowania z małym człowiekiem.
czwartek, 17 sierpnia 2017
Wakacje z dzieckiem: Bornholm
To nasza druga podróż na tę bałtycką wyspę. Kilka lat temu wybraliśmy
się na nią rowerami i przez 7 dni pedałowaliśmy po świetnie przygotowanych
drogach rowerowych i zachwycaliśmy się krajobrazem, jednak był to wyjazd za
studencki budżet, co w Danii może być sporym problemem. Ceny są tu dwa razy
wyższe niż w Berlinie, nie wspominając już o Polsce.
W te wakacje wybraliśmy się tam po raz drugi, tym razem z naszą półtora
roczną córką. Plan był prosty: spędzić miło, ale aktywnie czas. Ja kocham
jeździć na rowerze, z Lidią jeżdżę codziennie, więc obie jesteśmy do tego
przyzwyczajona. Mój mąż wybrał się na trzy dniowy kurs windsurfingowy, żeby
odświeżyć swoją pasję sprzed lat. W czasie, gdy on był na wodzie my
zwiedzałyśmy okolicę albo leżakowałyśmy na plaży.
10 rzeczy, które można robić z
dzieckiem na Bornholmie
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Depresja poporodowa
Minął rok od mojego porodu, a ja dopiero dzień przed pierwszymi urodzinami mojej córki powiedziałam sobie na głos, że cierpiałam na depresję poporodową. Jak to się stało, że tak długo to trwało i dlaczego na depresję poporodową cierpiałam? Jak z niej wyszłam i dlaczego w ogóle o tym piszę? Na te wszystkie pytania postaram się udzielić odpowiedzi poniżej.
poniedziałek, 28 listopada 2016
Ciasteczka z czekoladą i masłem orzechowym
W poszukiwaniu zimowych przyjemności.
Grudzień, adwent to zdecydowanie moment ten roku, kiedy proporcja czasu spędzonego w kuchni i poza nią, rośnie na rzecz tego pierwszego.
Sosy, gulasze i gęste ciepłe zupy rozgrzewają w zimne dni, jednak nic tak nie pocieszy jak pyszne ciasteczka, kiedy słońce chowa się za horyzontem już o 16 i nie wiadomo skąd brać energię do działania.
Przychodzę z odsieczą. Chwytajcie za masło i czekoladę! Kręcimy najpyszniejsze ciasteczka, które najlepiej smakują z gorącą herbatą z termosu na spacerze, ale też pod kocem w mroźny wieczór, kiedy jedyne na co mam ochotę to serial albo wciągająca książka.
Grudzień, adwent to zdecydowanie moment ten roku, kiedy proporcja czasu spędzonego w kuchni i poza nią, rośnie na rzecz tego pierwszego.
Sosy, gulasze i gęste ciepłe zupy rozgrzewają w zimne dni, jednak nic tak nie pocieszy jak pyszne ciasteczka, kiedy słońce chowa się za horyzontem już o 16 i nie wiadomo skąd brać energię do działania.
Przychodzę z odsieczą. Chwytajcie za masło i czekoladę! Kręcimy najpyszniejsze ciasteczka, które najlepiej smakują z gorącą herbatą z termosu na spacerze, ale też pod kocem w mroźny wieczór, kiedy jedyne na co mam ochotę to serial albo wciągająca książka.
środa, 3 sierpnia 2016
Sernik jagodowy. Próba życia bardziej tu i teraz.
Połowa lata za nami, ja już tęsknie wyglądam pierwszych oznak babiego lata, a może nawet jesieni? Ostatnio w kwiaciarni widziałam bukiety z wrzosów, które przypomniały mi o zeszłorocznej wyprawie w norweskie fiordy. Małe fioletowe roślinki porastały górskie polanki. Pierwszy raz widziałam ich tyle w naturze. Ale Lidia, moja mała córeczka, nauczyła mnie żyć bardziej tu i teraz. Zatem cieszę się ostatnimi truskawkami i ostatnimi jagodami, które pudełkami zwożę z lasów. Wokół Berlina niemal nikt ich nie zbiera, wszystkie krzaczki moje! Ten przepis nie wymaga jednak świeżych owoców. Możecie użyć mrożonych.
Sernik jagodowy
Tortownica o średnicy 18-19 cm
500 g świeżo zmielonego chudego lub półtłustego twarogu
2 duże lub 3 małe jajka
2 łyżki mąki pszennej
30 ml śmietanki kremówki 30%
pół szklanki (250ml) cukru
wanilia
200 g świeżych lub mrożonych jagód
100 g ciasteczek zbożowych (moje ulubione to niemieckie Hobbit lub angielskie Digestive)
25 g masła
Ciasteczka kruszymy i dodajemy do nich rozpuszczone masło. Dokładnie mieszamy i wsypujemy do wyłożonej papierem tortownicy. Dokładnie dociskamy tworząc równą warstwę. Formę obkładamy szczelnie folią aluminiową (najlepiej dwukrotnie).Wstawiamy do lodówki.
Nagrzewamy pierkarnik do 175 st.
Odkładamy kilka jagód, resztę miksujemy w blenderze i przecieramy przez sito.
Do miski wrzucamy ser oraz mąkę i mieszamy ok. 2 min, starając się nie napowietrzyć masy, najlepiej łopatką. Dodajemy cukier i mieszamy kolejną minutę, a następnie dodajemy po jednym jajku i mieszamy do całkowitego połączenia składników. Na koniec wlewamy jagody, śmietankę, wanilię, mieszamy. Przelewamy do formy. Dekorujemy wierzch jagodami. (można użyć odrobiny przecieru z jagód i zrobić z nich fantazyjne wzorki: na wierzchu ciasta robimy kropki i ostrym końcem noża kręcimy w cieście ósemki)
Wstawiamy do większego naczynia, wlewamy do niego wrzątek tak aby sięgał do 2/3 wysokości tortownicy, całość wstawiamy do piekarnika na 15 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 st i pieczemy jeszcze 60 minut.
Lekko uchylamy piekranik, pozwalamy parze ulecieć, a następnie wyciągamy sernik i chłodzimy przez min. 4 godziny.
+ wszystkie składniki powinny mieć taką samą temperaturę, najlepiej pokojową
+ sernik najlepiej smakuje następnego dnia
Sernik jagodowy
Tortownica o średnicy 18-19 cm
500 g świeżo zmielonego chudego lub półtłustego twarogu
2 duże lub 3 małe jajka
2 łyżki mąki pszennej
30 ml śmietanki kremówki 30%
pół szklanki (250ml) cukru
wanilia
200 g świeżych lub mrożonych jagód
100 g ciasteczek zbożowych (moje ulubione to niemieckie Hobbit lub angielskie Digestive)
25 g masła
Ciasteczka kruszymy i dodajemy do nich rozpuszczone masło. Dokładnie mieszamy i wsypujemy do wyłożonej papierem tortownicy. Dokładnie dociskamy tworząc równą warstwę. Formę obkładamy szczelnie folią aluminiową (najlepiej dwukrotnie).Wstawiamy do lodówki.
Nagrzewamy pierkarnik do 175 st.
Odkładamy kilka jagód, resztę miksujemy w blenderze i przecieramy przez sito.
Do miski wrzucamy ser oraz mąkę i mieszamy ok. 2 min, starając się nie napowietrzyć masy, najlepiej łopatką. Dodajemy cukier i mieszamy kolejną minutę, a następnie dodajemy po jednym jajku i mieszamy do całkowitego połączenia składników. Na koniec wlewamy jagody, śmietankę, wanilię, mieszamy. Przelewamy do formy. Dekorujemy wierzch jagodami. (można użyć odrobiny przecieru z jagód i zrobić z nich fantazyjne wzorki: na wierzchu ciasta robimy kropki i ostrym końcem noża kręcimy w cieście ósemki)
Wstawiamy do większego naczynia, wlewamy do niego wrzątek tak aby sięgał do 2/3 wysokości tortownicy, całość wstawiamy do piekarnika na 15 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 st i pieczemy jeszcze 60 minut.
Lekko uchylamy piekranik, pozwalamy parze ulecieć, a następnie wyciągamy sernik i chłodzimy przez min. 4 godziny.
+ wszystkie składniki powinny mieć taką samą temperaturę, najlepiej pokojową
+ sernik najlepiej smakuje następnego dnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)




