środa, 3 stycznia 2018

Postanowienia noworoczne

Robię je chyba drugi raz w życiu tak na poważnie, ale co mi szkodzi. Najwyżej ich nie dotrzymam. Chcę, aby to były postanowienia, które zmienią coś z moim życiu osobistym, chcę aby były reale do zrealizowania i bardzo konkrente. Nie, nie zamierzam schudnąć 10 kg ;), w tym roku skupię się tym, co zaniedbałam w zeszłym, czyli relacje międzyludzkie. Widzę, że to ma realny wpływ na mój poziom szczęścia i zadowolenia z życia.

Pomysł na postanowienia noworoczne wziął się z artykułu Joanny Glogazy, o tym, że nie przestanie kupować ubrania. Możecie o tym więcej poczytać tu. W zeszłym roku zainspirowało mnie to do tego, aby kupować mniej ubrań i zobaczyć co z tego będzie. Po roku z mojej statystyki wynika, że kupiłam tylko jedną "niepotrzebną" rzecz, a resztę niedość, że noszę na okrągło, to moja garderoba ma już określony kształt i bardzo rzadko zdarza się, że nie wiem co na siebie włożyć. W tym roku chcę pójść trochę dalej i rzeczywiście przestać kupować ubrania. Dorzucam do tego kilka innych postanowień, które urodziły się w mojej głowie w ostatnim tygodniu i widzimy się za rok, aby sprawdzić co z tego wyszło. Zapraszam do czytania!

Zdjęcia pochodzą z noworocznego wyjazdu nad morze, więc jedno z postanowień noworocznych jest już w realizacji!

Lidia na świnoujskiej plaży łowi ryby kawałkiem trzciny.

piątek, 8 grudnia 2017

5 rzeczy, które odróżnia niemieckich rodziców od polskich

Lidia skończyła niedawno dwa lata. Niestety nie czyni mnie to w ogóle ekspertem w kwestii wychowania dzieci, mam wrażenie, że czasami wiem mniej, niż dzień wcześniej, ale się staram i efekty są :) Natomiast tu zamiast pisać o tym co przyrządziłam na urodzinową imprezę oraz jakie Lidia dostała prezenty, mam dla was słodko-gorzki tekst o różnicach pomiędzy rodzicami w Polsce i w Niemczech. Zdjęcia zatem urodzinowe, a tekst o różnicach kulturowych.


Brałam udział jako tłumacz w bardzo ciekawym projekcie na zlecenie polskiego Instytutu Goethego, który chce stworzyć obraz współczesnego społeczeństwa niemieckiego, widzianego oczami polskich dziennikarzy. Polska reportażystka, która realizuje jeden z tematów to moja koleżanka, więc nie dość, że zatrzymała się u nas, to dodatkowo tłumaczyłam dla niej wywiady oraz byłam pewnego rodzaju łączniczką, ponieważ skontaktowałam ją z kilkoma rodzicami i nie-rodzicami, żyjącymi w Berlinie.

Piszę ten tekst z perspektywy mamy w Berlinie, weźcie proszę na to poprawkę. Myślę, że niektóre z punktów mogą się różnić, jeśli weźmiemy pod uwagę inne niemieckie miasta lub prowincję. Ja jednak chodziłam do szkoły w niemieckiej wiosce i ze względów rodzinnych znam bardzo dobrze  kulturę niemiecką, którą traktuję jak swoją. Weźcie też proszę poprawkę na to, że nie mieszkam w Polsce od lat i mój kontakt z rodzicami małych dzieci w Polsce jest w pewien sposób ograniczony, jednak znam ich sporo, na tyle, aby podać wam moje subiektywne spostrzeżenia. Czekam na komentarze, opinie, obelgi i zniewagi pod tekstem. Zapraszam!

środa, 6 grudnia 2017

Odkrycia jesieni


"Rdza" Jakuba Małeckiego
 to druga (i pół) książka tego autora, którą przeczytałam. Pierwszy był "Dygot" i jest to jedna z lepszych książek jakie w ogóle kiedykolwiek przeczytałam. Myślę, że za kilka lat ta powieść stanie się polskim klasykiem i wejdzie do kanonu lektur (choć może lepiej nie, żeby nie straciła w oczach młodych czytelników). W książkach Małeckiego najbardziej lubię chyba to, że opowiadają historię zwykłych ludzi, udowadniając jednocześnie, że każdy ma coś ciekawego do opowiedzenia. Trzeba tylko umieć to wydobyć albo zmienić perspektywę patrzenia. Im jestem starsza tym bardziej dostrzegam jak fascynujące były losy członków mojej rodziny, które np. moim rodzicom wydają się zupełnie zwykłe, jednak jedną generację niżej losy moich dziadków, ich spektakularna wędrówka z rubieży II Rzeczpospolitej na ziemie odzyskane wydaje mi się tamtem nie na jedną a pięć powieści. Małecki osadza swoje powieści w małych ojczyznach, rysuje przekrój całej społeczności, wydobywa z postaci to co najciekawsze i daje pełen obraz najczęściej prowincji. Z resztą tak właśnie trafiłam na jego książkę "Dygot", ponieważ redaktor Nogaś wspomniał o niej w kontekście literatury wiejskiej, której w Polsce brakuje. A szkoda.

Nie będę wam zdradzać fabuły "Rdzy", sięgnijcie po tę niesamowitą historię, której obraz na długo został w mojej głowie. Pssyt: jest malutki wątek berliński.


piątek, 3 listopada 2017

Ucieczki z Berlina: Stary poniemiecki domek.

Od kilku lat siostra mojego męża jest właścicielką magicznego miejsca. To poniemiecki dom niedaleko doliny Drawy i Drawieńskiego Parku Narodowego. Okolica jest piękna i zdecydowanie nieodkryta przez turystów, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej smuci. Letnie przejażdżki rowerowe zwykle odbywamy w lasach, w których spotkanie jelenia jest bardziej prawdopodobne niż człowieka. Dookoła jest pełno czystych jezior o lazurowej wodzie, można znaleźć piaszczyste i puste plaże, pływać w jeziorze, słuchając jedynie dźwięku polujących myszołowów. Powroty przez las latem obfitują w słoiki pełne jagód, a jesienne spacery w wiadra borowików i kań.



niedziela, 22 października 2017

Ucieczki z Berlina: Eiskeller. Grzybobranie pod Berlinem.

Nawet ktoś taki jak ja, ktoś kto kocha miasto całym sercem, musi czasem z niego uciec, aby później znów móc je docenić. Pogoda tej jesieni jest naprawdę w kratkę: albo całkiem zimno albo prawdziwe babie lato. W ostatni weekend postanowiliśmy wybrać się do lasu na grzyby, do bagażnika wrzucając też kilka niezbędnych rzeczy, aby rozpalić ognisko, licząc na to, że znajdziemy piękne miejsce na piknikowanie.


piątek, 13 października 2017

Odkrycia września

Wrzesień minął jak z bicza strzelił, pół miesiąca cieszyłam się początkiem jesieni, delikatnym światłem, żółknącymi liśćmi, świeżymi porankami w parku, spacerami w chłodne wieczory. Natomiast druga połowowa w Berlinie to było istne akwarium. Spadło tak dużo deszczu, że staw w pobliskim parku niemal wystąpił z brzegów. Deszczowa pogoda sprzyja pracy (nie kusi, żeby wychodzić na zewnątrz), ale przede wszystkim coraz dłuższe wieczory zapraszają na kanapę, gdzie chętnie sięgałam po książki.



piątek, 6 października 2017

Rustykalna tarta z jabłkami na dobry początek jesieni.

Uwielbiam jesień, to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Po gorącym lecie przyjemnie wystawić ciało na chłód poranka, oglądać mgły oblepiające lasy i łąki, uwielbiam ten moment, kiedy natura eksploduje wyjątkowymi kolorami, którymi można się cieszyć zaledwie kilka tygodni. Lubię też tę późną jesień, kiedy z kubkiem herbaty można odpocząć od szalonego nadmiaru owoców letnich i wymyślać kolejne przepisy na jabłeczniki i szarlotki. Oczywiście z kubkiem herbaty w ręku.

Lubię wybrać się na targ i do zaprzyjazionego warzywniaka, gdzie są dostępne "brzydkie", ale szczęśliwe jabłka z Polski. Mogę wtedy przebierać we wczesnych antonówkach, jesiennych i soczystych nakrapianych alwach, albo cierpliwie poczekać na renety. Z resztą wszystkie jabłka są pyszne! 




czwartek, 14 września 2017

Odkrycia sierpnia


Książka "Farba znaczy krew" wpadła mi w ręce podczas wyjazdu w Sudety, była w miejscowej biblioteczce u Lokusza. Temat polowań od kilku lat przewijał się w naszej rodzinie z racji tego, że mamy znajomego leśnika, który również poluje, a nawet organizuje polowania dla belgijskich myśliwych! Zawsze podskórnie czułam, że te polowania to jest rozrywka, a nie "regulowanie leśnej gospodarki" jak myśliwi lubią to określać. Jednak nigdy nie zgłębiłam dobrze tematu i w rozmowie ze zwolennikami polowań nie miałam dobrych argumentów w ręku, poza tym, że zabijanie dzikich zwierząt jest bezsensu. Ta książka podaje pełen przekrój opinii, jednak jej największym atutem jest fakt, że napisał ją myśliwy "dezerter". Zenon Kruczyński sam polował przez wiele lat, nauczył się tego od ojca. Jednak w jego życiu nastąpił przełom i nie dość, że przestał polować to jest teraz wielkim przeciwnikiem tego procederu. Opowiada w naprawdę ciekawy i rzeczowy sposób o świecie myśliwych, podaje argumenty, które trafią nawet do najbardziej zagorzałych zwolenników zabijania dzikich zwierząt. Pokazuje bezsens dokarmiania saren i dzików, mówi o tym jakie są rzeczywiste szkody wśród rolników, które często występują jako argument za polowaniem, o okrutnym i bezsensownym odstrzale gęsi i kaczek. Opowiada o tym jak cierpią rodziny, a przede wszystkim dzieci myśliwych. Polecam każdemu, kto choć przez chwilę zastanawiał się w życiu nad sensem polowań.

sobota, 26 sierpnia 2017

Podróże z dzieckiem

Może tytuł tego tekstu powinien brzmieć: 

Jak podróżować z dzieckiem i nie zwariować?
albo
Jak nie bać się podróżowania z dzieckiem?





Kiedy rozmawiam z moimi znajomymi i przyjaciółmi, którzy mają dzieci często słyszę, że nie podróżują, bo to uciążliwe i zaczną znowu jeździć, jak dzieci podrosną albo przyznają się, że boją się dalekich i bliskich podróży. Patrzą ze zdziwieniem, kiedy opowiadam, że pojechaliśmy na narty, kiedy Lidia miała 4 miesiące i całkiem nieźle się bawiliśmy, w naszą pierwszą podróż wyruszyliśmy, kiedy Lidia miała miesiąc, a jak miała 9 miesięcy zabraliśmy ją na tygodniowy rejs żaglówką. Oczywiście nie zawsze jest kolorowo, ale czy kiedy jeździliśmy bez dziecka to każda wyprawa była fantastyczna?

Dziś opowiem Wam o moich zasadach podczas podróżowania z małym i nieco większym dzieckiem, które powstawały w mojej głowie, odkąd Lidia się urodziła.

Nie znajdziecie tu porad o tym co spakować i czego nie może zabraknąć w torbie mamy, ale dowiecie się jak zmienić swoje nastawienie do podróżowania z małym człowiekiem.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Wakacje z dzieckiem: Bornholm

To nasza druga podróż na tę bałtycką wyspę. Kilka lat temu wybraliśmy się na nią rowerami i przez 7 dni pedałowaliśmy po świetnie przygotowanych drogach rowerowych i zachwycaliśmy się krajobrazem, jednak był to wyjazd za studencki budżet, co w Danii może być sporym problemem. Ceny są tu dwa razy wyższe niż w Berlinie, nie wspominając już o Polsce.

W te wakacje wybraliśmy się tam po raz drugi, tym razem z naszą półtora roczną córką. Plan był prosty: spędzić miło, ale aktywnie czas. Ja kocham jeździć na rowerze, z Lidią jeżdżę codziennie, więc obie jesteśmy do tego przyzwyczajona. Mój mąż wybrał się na trzy dniowy kurs windsurfingowy, żeby odświeżyć swoją pasję sprzed lat. W czasie, gdy on był na wodzie my zwiedzałyśmy okolicę albo leżakowałyśmy na plaży.

10 rzeczy, które można robić z dzieckiem na Bornholmie



poniedziałek, 5 grudnia 2016

Depresja poporodowa

Minął rok od mojego porodu, a ja dopiero dzień przed pierwszymi urodzinami mojej córki powiedziałam sobie na głos, że cierpiałam na depresję poporodową. Jak to się stało, że tak długo to trwało i dlaczego na depresję poporodową cierpiałam? Jak z niej wyszłam i dlaczego w ogóle o tym piszę? Na te wszystkie pytania postaram się udzielić odpowiedzi poniżej.







poniedziałek, 28 listopada 2016

Ciasteczka z czekoladą i masłem orzechowym

W poszukiwaniu zimowych przyjemności.

Grudzień, adwent to zdecydowanie moment ten roku, kiedy proporcja czasu spędzonego w kuchni i poza nią, rośnie na rzecz tego pierwszego.

Sosy, gulasze i gęste ciepłe zupy rozgrzewają w zimne dni, jednak nic tak nie pocieszy jak pyszne ciasteczka, kiedy słońce chowa się za horyzontem już o 16 i nie wiadomo skąd brać energię do działania.

Przychodzę z odsieczą. Chwytajcie za masło i czekoladę! Kręcimy najpyszniejsze ciasteczka, które najlepiej smakują z gorącą herbatą z termosu na spacerze, ale też pod kocem w mroźny wieczór, kiedy jedyne na co mam ochotę to serial albo wciągająca książka.




środa, 3 sierpnia 2016

Sernik jagodowy. Próba życia bardziej tu i teraz.

Połowa lata za nami, ja już tęsknie wyglądam pierwszych oznak babiego lata, a może nawet jesieni? Ostatnio w kwiaciarni widziałam bukiety z wrzosów, które przypomniały mi o zeszłorocznej wyprawie w norweskie fiordy. Małe fioletowe roślinki porastały górskie polanki. Pierwszy raz widziałam ich tyle w naturze. Ale Lidia, moja mała córeczka, nauczyła mnie żyć bardziej tu i teraz. Zatem cieszę się ostatnimi truskawkami i ostatnimi jagodami, które pudełkami zwożę z lasów. Wokół Berlina niemal nikt ich nie zbiera, wszystkie krzaczki moje! Ten przepis nie wymaga jednak świeżych owoców. Możecie użyć mrożonych.




Sernik jagodowy 

Tortownica o średnicy 18-19 cm

500 g świeżo zmielonego chudego lub półtłustego twarogu
2 duże lub 3 małe jajka
2 łyżki mąki pszennej
30 ml śmietanki kremówki 30%
pół szklanki (250ml) cukru
wanilia

200 g świeżych lub mrożonych jagód

100 g ciasteczek zbożowych (moje ulubione to niemieckie Hobbit lub angielskie Digestive)
25 g masła

Ciasteczka kruszymy i dodajemy do nich rozpuszczone masło. Dokładnie mieszamy i wsypujemy do wyłożonej papierem tortownicy. Dokładnie dociskamy tworząc równą warstwę. Formę obkładamy szczelnie folią aluminiową (najlepiej dwukrotnie).Wstawiamy do lodówki.

Nagrzewamy pierkarnik do 175 st.

Odkładamy kilka jagód, resztę miksujemy w blenderze i przecieramy przez sito.

Do miski wrzucamy ser oraz mąkę i mieszamy ok. 2 min, starając się nie napowietrzyć masy, najlepiej łopatką. Dodajemy cukier i mieszamy kolejną minutę, a następnie dodajemy po jednym jajku i mieszamy do całkowitego połączenia składników. Na koniec wlewamy jagody, śmietankę, wanilię, mieszamy. Przelewamy do formy. Dekorujemy wierzch jagodami. (można użyć odrobiny przecieru z jagód i zrobić z nich fantazyjne wzorki: na wierzchu ciasta robimy kropki i ostrym końcem noża kręcimy w cieście ósemki)

Wstawiamy do większego naczynia, wlewamy do niego wrzątek tak aby sięgał do 2/3 wysokości tortownicy, całość wstawiamy do piekarnika na 15 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 st i pieczemy jeszcze 60 minut.

Lekko uchylamy piekranik, pozwalamy parze ulecieć, a następnie wyciągamy sernik i chłodzimy przez min. 4 godziny.


+ wszystkie składniki powinny mieć taką samą temperaturę, najlepiej pokojową
+ sernik najlepiej smakuje następnego dnia


środa, 17 lutego 2016

Co na obiad #33 Muszę być bardziej zdyscyplinowana!

W weekend zawsze staram się zrobić listę obiadów na cały tydzień oraz listę zakupów, na które wybieram się dwa razy w tygodniu. Jednak życie z dzieckiem jest pełne niespodzianek i czasami nie mam czasu/ochoty/siły na gotowanie, wtedy korzystam z dobrodziejstw Berlina. Można tu zjeść wszystko o dowolnie wybranej porze, a jeśli mamy szczęście to jeszcze ciepłe przywiozą nam do domu (nawet polskie pierogi i żurek!).

Może nieco więcej dyscypliny pozwoli mi trzymać się planu? Sama nie wiem... Poniżej obiady niezdyscyplinowanej matki :)

krem czekoladowy mrs&mr Flr / pieczony łupacz / niedzielne poranki / i te w ciągu tygodnia

niedziela, 14 lutego 2016

Kokosanki dla opiekunki



Jakiś czas temu spacerowałam z moją koleżanką po berlińskiej dzielnicy Alt-Tegel i opowiadałam jej, że w pobliżu jest gabinet ginekologiczny, do którego chodziłam przez całą ciążę, a zupełnie przypadkiem tuż obok niego znajduje się jedna z niewielu cukierni w Berlinie, która oferuje smaczne słodkości, w tym moją wielką ciążową zachciankę, czyli eklery. Ona za to stwierdziła, że w ciąży nie jest ani nie była, ale też ma czasem zachcianki. Kokosanki. Ciepłe i miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Co na obiad #32 Chudy tydzień i tłuste pączki

Ostatni tydzień karnawału za nami, wielkimi krokami nadchodzi czas Postu. Nie zamierzam odrzucić jedzenia na 40 dni, ale mam postanowienie, aby do Wielkanocy nie jeść żadnych kupnych słodyczy. Ani nie są dobre dla mojego zdrowia, ani nie smakują tak jak wyprodukowane w kuchennym zaciszu ciasta i desery. Podobne postanowienie udało mi się zrealizować w styczniu, więc i tym razem może się uda! Co gościło na talerzu w tym tygodniu? Zapraszam do czytania!

Więcej na moim Instagramie

niedziela, 7 lutego 2016

W styczniu.

Z Lidią pierwszy raz wdychamy morskie powietrze razem.
Najważniejsze było morze! W końcu udało mi się pojechać nad Bałtyk. To była spontaniczna decyzja, dlatego tym bardziej cieszyła. Takie niespodziewane spełnione marzenie. Świeże powietrze, szum wody, horyzont, wyciszenie. Tego potrzebowałam.

Oczywiście jako młoda mama mam nadmiar czasu, z którym nie wiem co robić (sic!), dlatego cieszę się, że trafiłam na kilka ciekawych umilaczy w tym miesiącu.

Przede wszystkim serial kryminalny Broadchurch. Piszę o nim, ponieważ niezwykle rzadko podobają mi się kryminały. Akcja tego toczy się w szkockim nadmorskim miasteczku i może moja tęsknota za wodą spowodowała, że tak bardzo mnie wciągnął. Kilka odcinków opowiada historię nietypowego morderstwa chłopca, którą prowadzi zblazowany policjant i jego rozemocjonowana partnerka. Intryga w iście brytyjskim stylu, do tego ładne widoki i ciekawe postaci. Warto wypełnić sobie tym serialem kilka zimowych wieczorów.

Dla tych, którzy wolą tradycyjną długą formę filmu mam dwie zupełnie różne rekomendacje. Rzadko podobają mi się filmy długometrażowe... ja w ogóle mam problem z oglądaniem czegokolwiek, zdecydowanie jestem bardziej książkowa. Natomiast te jakoś zapadły mi w pamięć.

Darjeeling Limited to film Wesa Andersona, a tego reżysera chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Film rozgrywa się w Indiach i opowiada historię trzech braci, którzy odbywają podróż właściwie nie wiadomo w jakim celu. Trochę aby odpocząć od rzeczywistości, trochę aby się z nią zmierzyć, może aby odnaleźć siebie samego, a może swoją matkę... Tych filmów nie ogląda się tylko dla fabuły, ale przede wszystkim dla teatralnego montażu i bajkowych obrazów. Z filmu bije indyjski upał i zapach egzotycznych przypraw. Jak ulał na zimne wieczory!

Drugi film jest zupełnie inny. Begin Again to romantyczna komedia, ALE nie przestawaj czytać w tym momencie! To nie jedna z tych głupawych historyjek o miłości. To historia nieszczęśliwej miłości, z której zrodziła się niesamowita muzyka. Kira Knightly w tym filmie zaśpiewała nawet jedną piosenkę swoim głosem, jednak to nie ona gra w tym filmie pierwsze skrzypce, a Nowy Jork, który z roku na rok coraz bardziej mi się podoba i marzę o podróży do tego miasta. Oglądając ten film przypomniałam sobie o High Fidelity, który też zanurzony jest w muzyce i też jest nietypową komedią romantyczną.

W czasie karmienia lubię sobie obejrzeć jakieś krótkie filmy na YouTube, w tym miesiącu najbardziej podobała mi się seria Munchies o Bawarii. Dziennikarka, która ma naprawdę niezłą głowę do picia (a to ważne w Bawarii!) i pochodzi z terenów byłych Prus pokazuje różne oblicza tej części Niemiec. Od tandetnych monachijskich knajp z najgorszym sznapsem, przez bajkowy zamek Neu Schwanstein i punkowego bacę po zbieraczkę ziół na bawarskich łąkach. Świetnie się ogląda!

Ostatnia ciekawostka to Miasto Archipelag. Kolejny bardzo ciekawy projekt Filipa Springera. Autor jeździ do wszystkich byłych wojewódzkich miast w Polsce. Odwiedza takie zapomniane miasta jak Przemyśl, Radom, Koszalin. Często trafiam na jego krótkie reportaże w Radiowym Domu Kultury w Trójce, gdzie opowiada o spotkaniach z mieszkańcami tych miast, natomiast na stronie oraz Instagramie można przeczytać wiele ciekawych lokalnych artykułów i obejrzeć zdjęcia z tych miast. Trochę smutne, trochę wesołe, ale przede wszystkim niesamowicie wciągające dla kogoś, kto całe życie spędził w dużych miastach. Na jesieni tego roku ma ukazać się książka, która będzie zapisem podróży Springera.

A co u Was ciekawego w styczniu? Polecicie mi jakieś książki i seriale?

poniedziałek, 1 lutego 2016

Co na obiad? #31 Spełnione marzenie i najlepsza zupa rybna

Wymarzone. Wyczekane. Morze!


Przejrzałam jadłospis z zeszłego tygodnia i wyszło, że prawie nic nie ugotowałam :) Tym razem postanowiłam poprawę i więcej czasu spędziłam na planowaniu składników i przy kuchence. O to efekty mojego gotowania:


sobota, 30 stycznia 2016

Łatwy poród i połóg.

Pamiętam dokładnie moje ostatnie tygodnie ciąży, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że każdy dzień przybliża mnie do tego wielkiego momentu i poród jest już nieodwołalny :) Miał to być mój pierwszy poród i nie miałam o nim zbyt wielkiego pojęcia. Dlatego jeśli czujesz się tak samo, a chciałabyś w przyszłości wspominać ten dzień z uśmiechem na twarzy mogę Ci doradzić kilka rzeczy, które sprawdziły się u mnie. Cieszę się, że ktoś mi o tym wszystkim powiedział i nie chcę porad zatrzymywać tylko dla siebie.

Wszystkie porady pochodzą od mojej ginekolog lub położnej. Wierzę, że mogą pomóc, ponieważ kobiety w mojej rodzinie miały dość ciężkie porody, natomiast mój dzięki odpowiedniemu przygotowaniu trwał krótko, odbył się bez komplikacji oraz na tyle bezboleśnie, że nie skorzystałam ze znieczulenia.



poniedziałek, 25 stycznia 2016

Co na obiad #30

Mam teraz zdecydowanie więcej czasu na przeglądanie nagromadzonych przez ostatnie lata książek kucharskich i poszukiwanie nowych przepisów w sieci. Wracam też do ulubionych smaków, o których już dawno zapomniałam. Pierwsze tygodnie z Lidią w domu służyły nie tylko do poznania tej małej istotki, ale przede wszystkim do mojego powrotu do formy. Nic lepiej nie służy zwalczaniu ciemnych myśli niż dobry, ciepły posiłek w towarzystwie pełnej rodziny. Na szczęście po ciąży zostało mi niewiele nadprogramowego tłuszczyku, więc nie muszę aż tak uważać czy śmietana ma 12% czy 30%. Ograniczyłam jedynie wypieki, które pojawiają się na naszym stole tylko, gdy odwiedzają nas goście. Może to i lepiej, bo przez ostatnie lata moim ulubionym zajęciem w kuchni było pieczenie ciast, chlebów, babeczek, serników i babek. Teraz uzupełnię braki w wytrawnej i pełnej przypraw kuchni.

Na zimne dni najlepsza gorąca zupa! Krupnik z kaszą jaglaną.