wtorek, 27 marca 2012

Thai Inside

Wiosna pełną parą, więc powracam do odwiedzania berlińskich barów i restauracji. W planach mam napisanie dla Was subiektywnego przewodnika po Berlinie, ponieważ wiele osób pyta mnie, co warto tu zobaczyć. Pewnie będzie on powstawał w częściach, ale dziś wracam do smakowania.

Odwiedziłam restaurację Thai Inside. Błogosławieństwem w Berlinie (i nie tylko) jest tzw. lunch time zazwyczaj w godzinach 12-16, podczas którego można sobie pozwolić na spróbowanie potraw, które wieczorami kosztują dwa razy więcej.

Uwielbiam tajską kuchnię, ponieważ idealnie łączy słodycz i pikantność składników oraz miesza faktury składników. Ja zdecydowałam się na Gaeng Gai Tualisong, czyli czerwone curry z kurczakiem papryką, trawą cytrynową, orzechami ziemnymi i bazylią. Oprócz genialnie wyważonego smaku zawsze mam ogromną radość z małych rzeźb z warzyw. Tym razem trafiłam na kwiat z rzodkwi, który bardzo dobrze łagodził ostry smak sosu. Do tego pyszna mrożona herbata z imbirem i sokiem z limonki oraz wodą pomarańczową cha yen. Mój zestaw został podany z kwaśno-ostrą zupą z kurczakiem. Całość niecałe za 9 euro. U współjedzących podpatrzyłam pieczoną kaczkę Ped THAI INSIDE, podaną z mieszanką warzyw, orzechami cashew oraz z sosem z pomidorów, soku pomarańczowego, soi i whiskey oraz Gai Aroy w delikatnej paście z czerwonego curry z mini kukurydzami, grochem cukrowym, szparagami, marchewką, grzybami i orzechami cashew w sosie cynamonowym. 




Gaeng Gai Tualisong

Gaeng Gai Tualisong

Ped THAI INSIDE

Gai Aroy


Thai Inside
Dircksenstraße 37
10178 Berlin
www.thai-inside.de

16 komentarzy:

  1. O kuchni tajskiej mam bardzo niewielkie pojęcie. Kiedyś będę musiała to nadrobić, bo wygląda pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuchnia tajska jest stosunkowo łatwa do odtworzenia w domu. Trzeba tylko znaleźć w sklepie składniki, co może być dość problematyczne.

      Usuń
  2. Mhhh smakowicie wyglada :) ja niedawno mialam okazje probowac kuchni indonezyjskiej :) Niespodzianka nie doszla i podejrzewam, ze nasza "uczciwa" poczta zweszyla cos w srodku i przygarnela :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie napisz coś o tej kuchni! Uwielbiam kuchnię z dalekiego Wschodu, dlatego chętnie poczytam o wrażeniach. A co do paczki to ja się nie zrażam i skoro już wiem, że wróciłaś z niesamowitej wyprawy to próbuję jeszcze raz!

      Usuń
    2. Napiszę, napiszę - muszę tylko dojść do siebie :) a napisz mi na meila jaki masz ten mój adres dla pewności :)

      Usuń
  3. Świetny pomysł na "serię". Uwielbiam Berlin i na pewno będę zaglądać do Ciebie po rekomendacje! To miasto to niesamowite miejsce jeśli chodzi o różnorodność kuchni i poziom serwowanych potraw. Oczywiście wszędzie są lepsze i gorsze lokale, ale mam wrażenie, że prawdopodobieństwo trafienia na te lepsze w Berlinie jest znacznie większe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem zaczynam mieć moje ulubione miejsca na zjedzenie sushi, amerykańskiego burgera czy chińszczyznę, ale wciąż staram się próbować i te nieustanne próby dają właśnie taki obraz o jakim mówisz. Różnorodność jest wielka!

      Usuń
    2. A gdzie jadasz sushi? Ja zakochałam się w Ishin na Mittelstr. :).

      Usuń
  4. Dlaczego "dziewczyna BEZ matury"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu jest odpowiedź na Twoje pytanie: http://dziewczynabezmatury.blogspot.de/2012/01/madchen-ohne-abitur-wohnt-zur-zeit-in.html :-)

      Usuń
  5. Jeść! Ale zgłodniałam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak jest w Norwegii? Macie międzynarodowe środowisko kulinarne? Czy Norwedzy wolą raczej swojską kuchnię?

      Usuń
  6. Ja zdecydowanie wolę kuchnię polską ;-) ale pewnie nie zaszkodziłoby spróbować smaków, które proponujesz:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem wielką fanką kuchni polskiej, ale praktycznie wszystkie potrawy tej kuchni potrafię ugotować w domu. Dlatego na wypady do barów lub restauracji wybieram nieoczywiste kuchnie, np. tajską. :-)

      Usuń
  7. Aż zrobiłem się głodny. No i jest jakaś prawda w stwierdzeniu, że je się też oczami...

    OdpowiedzUsuń