środa, 3 sierpnia 2016

Sernik jagodowy. Próba życia bardziej tu i teraz.

Połowa lata za nami, ja już tęsknie wyglądam pierwszych oznak babiego lata, a może nawet jesieni? Ostatnio w kwiaciarni widziałam bukiety z wrzosów, które przypomniały mi o zeszłorocznej wyprawie w norweskie fiordy. Małe fioletowe roślinki porastały górskie polanki. Pierwszy raz widziałam ich tyle w naturze. Ale Lidia, moja mała córeczka, nauczyła mnie żyć bardziej tu i teraz. Zatem cieszę się ostatnimi truskawkami i ostatnimi jagodami, które pudełkami zwożę z lasów. Wokół Berlina niemal nikt ich nie zbiera, wszystkie krzaczki moje! Ten przepis nie wymaga jednak świeżych owoców. Możecie użyć mrożonych.




Sernik jagodowy 

Tortownica o średnicy 18-19 cm

500 g świeżo zmielonego chudego lub półtłustego twarogu
2 duże lub 3 małe jajka
2 łyżki mąki pszennej
30 ml śmietanki kremówki 30%
pół szklanki (250ml) cukru
wanilia

200 g świeżych lub mrożonych jagód

100 g ciasteczek zbożowych (moje ulubione to niemieckie Hobbit lub angielskie Digestive)
25 g masła

Ciasteczka kruszymy i dodajemy do nich rozpuszczone masło. Dokładnie mieszamy i wsypujemy do wyłożonej papierem tortownicy. Dokładnie dociskamy tworząc równą warstwę. Formę obkładamy szczelnie folią aluminiową (najlepiej dwukrotnie).Wstawiamy do lodówki.

Nagrzewamy pierkarnik do 175 st.

Odkładamy kilka jagód, resztę miksujemy w blenderze i przecieramy przez sito.

Do miski wrzucamy ser oraz mąkę i mieszamy ok. 2 min, starając się nie napowietrzyć masy, najlepiej łopatką. Dodajemy cukier i mieszamy kolejną minutę, a następnie dodajemy po jednym jajku i mieszamy do całkowitego połączenia składników. Na koniec wlewamy jagody, śmietankę, wanilię, mieszamy. Przelewamy do formy. Dekorujemy wierzch jagodami. (można użyć odrobiny przecieru z jagód i zrobić z nich fantazyjne wzorki: na wierzchu ciasta robimy kropki i ostrym końcem noża kręcimy w cieście ósemki)

Wstawiamy do większego naczynia, wlewamy do niego wrzątek tak aby sięgał do 2/3 wysokości tortownicy, całość wstawiamy do piekarnika na 15 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 st i pieczemy jeszcze 60 minut.

Lekko uchylamy piekranik, pozwalamy parze ulecieć, a następnie wyciągamy sernik i chłodzimy przez min. 4 godziny.


+ wszystkie składniki powinny mieć taką samą temperaturę, najlepiej pokojową
+ sernik najlepiej smakuje następnego dnia


środa, 17 lutego 2016

Co na obiad #33 Muszę być bardziej zdyscyplinowana!

W weekend zawsze staram się zrobić listę obiadów na cały tydzień oraz listę zakupów, na które wybieram się dwa razy w tygodniu. Jednak życie z dzieckiem jest pełne niespodzianek i czasami nie mam czasu/ochoty/siły na gotowanie, wtedy korzystam z dobrodziejstw Berlina. Można tu zjeść wszystko o dowolnie wybranej porze, a jeśli mamy szczęście to jeszcze ciepłe przywiozą nam do domu (nawet polskie pierogi i żurek!).

Może nieco więcej dyscypliny pozwoli mi trzymać się planu? Sama nie wiem... Poniżej obiady niezdyscyplinowanej matki :)

krem czekoladowy mrs&mr Flr / pieczony łupacz / niedzielne poranki / i te w ciągu tygodnia

niedziela, 14 lutego 2016

Kokosanki dla opiekunki



Jakiś czas temu spacerowałam z moją koleżanką po berlińskiej dzielnicy Alt-Tegel i opowiadałam jej, że w pobliżu jest gabinet ginekologiczny, do którego chodziłam przez całą ciążę, a zupełnie przypadkiem tuż obok niego znajduje się jedna z niewielu cukierni w Berlinie, która oferuje smaczne słodkości, w tym moją wielką ciążową zachciankę, czyli eklery. Ona za to stwierdziła, że w ciąży nie jest ani nie była, ale też ma czasem zachcianki. Kokosanki. Ciepłe i miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Co na obiad #32 Chudy tydzień i tłuste pączki

Ostatni tydzień karnawału za nami, wielkimi krokami nadchodzi czas Postu. Nie zamierzam odrzucić jedzenia na 40 dni, ale mam postanowienie, aby do Wielkanocy nie jeść żadnych kupnych słodyczy. Ani nie są dobre dla mojego zdrowia, ani nie smakują tak jak wyprodukowane w kuchennym zaciszu ciasta i desery. Podobne postanowienie udało mi się zrealizować w styczniu, więc i tym razem może się uda! Co gościło na talerzu w tym tygodniu? Zapraszam do czytania!

Więcej na moim Instagramie

niedziela, 7 lutego 2016

W styczniu.

Z Lidią pierwszy raz wdychamy morskie powietrze razem.
Najważniejsze było morze! W końcu udało mi się pojechać nad Bałtyk. To była spontaniczna decyzja, dlatego tym bardziej cieszyła. Takie niespodziewane spełnione marzenie. Świeże powietrze, szum wody, horyzont, wyciszenie. Tego potrzebowałam.

Oczywiście jako młoda mama mam nadmiar czasu, z którym nie wiem co robić (sic!), dlatego cieszę się, że trafiłam na kilka ciekawych umilaczy w tym miesiącu.

Przede wszystkim serial kryminalny Broadchurch. Piszę o nim, ponieważ niezwykle rzadko podobają mi się kryminały. Akcja tego toczy się w szkockim nadmorskim miasteczku i może moja tęsknota za wodą spowodowała, że tak bardzo mnie wciągnął. Kilka odcinków opowiada historię nietypowego morderstwa chłopca, którą prowadzi zblazowany policjant i jego rozemocjonowana partnerka. Intryga w iście brytyjskim stylu, do tego ładne widoki i ciekawe postaci. Warto wypełnić sobie tym serialem kilka zimowych wieczorów.

Dla tych, którzy wolą tradycyjną długą formę filmu mam dwie zupełnie różne rekomendacje. Rzadko podobają mi się filmy długometrażowe... ja w ogóle mam problem z oglądaniem czegokolwiek, zdecydowanie jestem bardziej książkowa. Natomiast te jakoś zapadły mi w pamięć.

Darjeeling Limited to film Wesa Andersona, a tego reżysera chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Film rozgrywa się w Indiach i opowiada historię trzech braci, którzy odbywają podróż właściwie nie wiadomo w jakim celu. Trochę aby odpocząć od rzeczywistości, trochę aby się z nią zmierzyć, może aby odnaleźć siebie samego, a może swoją matkę... Tych filmów nie ogląda się tylko dla fabuły, ale przede wszystkim dla teatralnego montażu i bajkowych obrazów. Z filmu bije indyjski upał i zapach egzotycznych przypraw. Jak ulał na zimne wieczory!

Drugi film jest zupełnie inny. Begin Again to romantyczna komedia, ALE nie przestawaj czytać w tym momencie! To nie jedna z tych głupawych historyjek o miłości. To historia nieszczęśliwej miłości, z której zrodziła się niesamowita muzyka. Kira Knightly w tym filmie zaśpiewała nawet jedną piosenkę swoim głosem, jednak to nie ona gra w tym filmie pierwsze skrzypce, a Nowy Jork, który z roku na rok coraz bardziej mi się podoba i marzę o podróży do tego miasta. Oglądając ten film przypomniałam sobie o High Fidelity, który też zanurzony jest w muzyce i też jest nietypową komedią romantyczną.

W czasie karmienia lubię sobie obejrzeć jakieś krótkie filmy na YouTube, w tym miesiącu najbardziej podobała mi się seria Munchies o Bawarii. Dziennikarka, która ma naprawdę niezłą głowę do picia (a to ważne w Bawarii!) i pochodzi z terenów byłych Prus pokazuje różne oblicza tej części Niemiec. Od tandetnych monachijskich knajp z najgorszym sznapsem, przez bajkowy zamek Neu Schwanstein i punkowego bacę po zbieraczkę ziół na bawarskich łąkach. Świetnie się ogląda!

Ostatnia ciekawostka to Miasto Archipelag. Kolejny bardzo ciekawy projekt Filipa Springera. Autor jeździ do wszystkich byłych wojewódzkich miast w Polsce. Odwiedza takie zapomniane miasta jak Przemyśl, Radom, Koszalin. Często trafiam na jego krótkie reportaże w Radiowym Domu Kultury w Trójce, gdzie opowiada o spotkaniach z mieszkańcami tych miast, natomiast na stronie oraz Instagramie można przeczytać wiele ciekawych lokalnych artykułów i obejrzeć zdjęcia z tych miast. Trochę smutne, trochę wesołe, ale przede wszystkim niesamowicie wciągające dla kogoś, kto całe życie spędził w dużych miastach. Na jesieni tego roku ma ukazać się książka, która będzie zapisem podróży Springera.

A co u Was ciekawego w styczniu? Polecicie mi jakieś książki i seriale?

poniedziałek, 1 lutego 2016

Co na obiad? #31 Spełnione marzenie i najlepsza zupa rybna

Wymarzone. Wyczekane. Morze!


Przejrzałam jadłospis z zeszłego tygodnia i wyszło, że prawie nic nie ugotowałam :) Tym razem postanowiłam poprawę i więcej czasu spędziłam na planowaniu składników i przy kuchence. O to efekty mojego gotowania:


sobota, 30 stycznia 2016

Łatwy poród i połóg.

Pamiętam dokładnie moje ostatnie tygodnie ciąży, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że każdy dzień przybliża mnie do tego wielkiego momentu i poród jest już nieodwołalny :) Miał to być mój pierwszy poród i nie miałam o nim zbyt wielkiego pojęcia. Dlatego jeśli czujesz się tak samo, a chciałabyś w przyszłości wspominać ten dzień z uśmiechem na twarzy mogę Ci doradzić kilka rzeczy, które sprawdziły się u mnie. Cieszę się, że ktoś mi o tym wszystkim powiedział i nie chcę porad zatrzymywać tylko dla siebie.

Wszystkie porady pochodzą od mojej ginekolog lub położnej. Wierzę, że mogą pomóc, ponieważ kobiety w mojej rodzinie miały dość ciężkie porody, natomiast mój dzięki odpowiedniemu przygotowaniu trwał krótko, odbył się bez komplikacji oraz na tyle bezboleśnie, że nie skorzystałam ze znieczulenia.