czwartek, 14 września 2017

Odkrycia sierpnia


Książka "Farba znaczy krew" wpadła mi w ręce podczas wyjazdu w Sudety, była w miejscowej biblioteczce u Lokusza. Temat polowań od kilku lat przewijał się w naszej rodzinie z racji tego, że mamy znajomego leśnika, który również poluje, a nawet organizuje polowania dla belgijskich myśliwych! Zawsze podskórnie czułam, że te polowania to jest rozrywka, a nie "regulowanie leśnej gospodarki" jak myśliwi lubią to określać. Jednak nigdy nie zgłębiłam dobrze tematu i w rozmowie ze zwolennikami polowań nie miałam dobrych argumentów w ręku, poza tym, że zabijanie dzikich zwierząt jest bezsensu. Ta książka podaje pełen przekrój opinii, jednak jej największym atutem jest fakt, że napisał ją myśliwy "dezerter". Zenon Kruczyński sam polował przez wiele lat, nauczył się tego od ojca. Jednak w jego życiu nastąpił przełom i nie dość, że przestał polować to jest teraz wielkim przeciwnikiem tego procederu. Opowiada w naprawdę ciekawy i rzeczowy sposób o świecie myśliwych, podaje argumenty, które trafią nawet do najbardziej zagorzałych zwolenników zabijania dzikich zwierząt. Pokazuje bezsens dokarmiania saren i dzików, mówi o tym jakie są rzeczywiste szkody wśród rolników, które często występują jako argument za polowaniem, o okrutnym i bezsensownym odstrzale gęsi i kaczek. Opowiada o tym jak cierpią rodziny, a przede wszystkim dzieci myśliwych. Polecam każdemu, kto choć przez chwilę zastanawiał się w życiu nad sensem polowań.

sobota, 26 sierpnia 2017

Podróże z dzieckiem

Może tytuł tego tekstu powinien brzmieć: 

Jak podróżować z dzieckiem i nie zwariować?
albo
Jak nie bać się podróżowania z dzieckiem?





Kiedy rozmawiam z moimi znajomymi i przyjaciółmi, którzy mają dzieci często słyszę, że nie podróżują, bo to uciążliwe i zaczną znowu jeździć, jak dzieci podrosną albo przyznają się, że boją się dalekich i bliskich podróży. Patrzą ze zdziwieniem, kiedy opowiadam, że pojechaliśmy na narty, kiedy Lidia miała 4 miesiące i całkiem nieźle się bawiliśmy, w naszą pierwszą podróż wyruszyliśmy, kiedy Lidia miała miesiąc, a jak miała 9 miesięcy zabraliśmy ją na tygodniowy rejs żaglówką. Oczywiście nie zawsze jest kolorowo, ale czy kiedy jeździliśmy bez dziecka to każda wyprawa była fantastyczna?

Dziś opowiem Wam o moich zasadach podczas podróżowania z małym i nieco większym dzieckiem, które powstawały w mojej głowie, odkąd Lidia się urodziła.

Nie znajdziecie tu porad o tym co spakować i czego nie może zabraknąć w torbie mamy, ale dowiecie się jak zmienić swoje nastawienie do podróżowania z małym człowiekiem.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Wakacje z dzieckiem: Bornholm

To nasza druga podróż na tę bałtycką wyspę. Kilka lat temu wybraliśmy się na nią rowerami i przez 7 dni pedałowaliśmy po świetnie przygotowanych drogach rowerowych i zachwycaliśmy się krajobrazem, jednak był to wyjazd za studencki budżet, co w Danii może być sporym problemem. Ceny są tu dwa razy wyższe niż w Berlinie, nie wspominając już o Polsce.

W te wakacje wybraliśmy się tam po raz drugi, tym razem z naszą półtora roczną córką. Plan był prosty: spędzić miło, ale aktywnie czas. Ja kocham jeździć na rowerze, z Lidią jeżdżę codziennie, więc obie jesteśmy do tego przyzwyczajona. Mój mąż wybrał się na trzy dniowy kurs windsurfingowy, żeby odświeżyć swoją pasję sprzed lat. W czasie, gdy on był na wodzie my zwiedzałyśmy okolicę albo leżakowałyśmy na plaży.

10 rzeczy, które można robić z dzieckiem na Bornholmie