wtorek, 22 maja 2012

Przeprowadzka.


Wciąż żyję i miewam się dobrze. Jestem poddana niestety przymusowej internetowej abstynencji. Nie powiem, żeby mi się to nie podobało, ale czasami brakuje mi dostępu do sieci. Zupełnie prozaiczne sytuacje: jak dojechać, gdzie coś kupić, poszukać ciekawych wydarzeń… Mam nadzieję, że ten stan nie będzie trwał długo.
Wprowadziliśmy się do nowego mieszkania na dobre. Wszystkie nasze rzeczy przewoziliśmy kilka dni, choć wydawało mi się, że prawie nic nie mamy. Raptem jedna szafa i duża komoda. Podczas pakowania okazało się, że mamy za mało kartonów, że połowa rzeczy w kuchni należy do nas (raczej do mnie, bo to przecież moje królestwo!), nie zapominając o łazience i wszystkich kosmetykach.

Nowe mieszkanie jest bardziej przytulne i z chęcią mówię o nim, że to nasze małe gniazdko. Na 48 metrach kwadratowych znalazło się miejsce na sypialnię, pokój do pracy, łazienkę z wanną i malutką, ale funkcjonalną kuchnię. Mieszkamy w kamienicy tzw. Gartenhaus, czyli drugiej linii zabudowań. Widok z sypialni umilają ogromne i jeszcze kwitnące kasztany, buki i coś jeszcze, ale dendrolog ze mnie żaden. Lubię rano otworzyć oczy i popatrzeć na kiwające się na wietrze korony drzew i posłuchać świergolenia wróbli i krakania sroki, która na jednym z buków uwiła sobie gniazdko. Na dole w małym brodziku mama kaczka uczy swoje 7 piskląt pływać. Najbardziej szczęśliwa jestem jednak z kuchni. W końcu moje królestwo należy tylko do mnie i mogłam w nim poustawiać wszystko dokładnie tak jak mi się podoba. Jestem dumną posiadaczką piekarnika elektrycznego, którego termostat działa idealnie. Po moich przejściach z piekarnikiem gazowy, który raz grzał a raz palił teraz jestem przeszczęśliwą kuchareczką. Piekę ciasta, siadam sobie na wygodnym krześle i patrzę jak drożdżówki wyrastają.

Co do krzesła… 3 dni po przeprowadzce mój mąż wyparzył przy swojej pracy wystawkę, a na niej dwa cudowne stare krzesła, które w mig zaadaptowaliśmy w naszej małej kuchni.
Gdyby nie brak internetu wszystko układałoby się znakomicie. Nie mogę Was na bieżąco informować o moich nowych berlińskich odkryciach, o libańskich knajpkach na Weddingu, o tureckich marketach ze świeżymi warzywami, o polskim chlebie, który sprzedają dosłownie za rogiem. Mam nadzieję, że wkrótce podłączymy się do świata i znów będę do Was częściej się odzywać. 




25 komentarzy:

  1. ale przyjemne widoki i te ptaszki i kaczki;))
    chyba trafiłaś do sielskiej namiastki "wielkiego miasta";)

    powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, zazdroszczę takiego przyjemnego miejsca w mieście :) I cieszę się, że mieszkanie się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemne, zielone widoki. Czekam z niecierpliwością na berlińskie nowości! A detox internetowy przyda się każdemu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Milego i udanego urzadzania gniazdka- tez nazywam tak nasze mieszkanko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dobrze, że u Ciebie wszystko dobrze...bo właśnie ostatnio myślałam i chciałam zapytać czy jesteś po drugiej stronie ekranu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przecudownie:) Opisałaś tak obrazowo, że nie potrzeba było zdjęć:) Miło jest czytać, że odnaleźliście z mężem swoje miejsce i dobrze się w nim czujecie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę, że przeprowadzka jest udana :). I mam nadzieję, że to mieszkanie będzie Wam długo służyć tak, jak w ostatnim czasie. Ale z Internetem! :).

    OdpowiedzUsuń
  8. ale macie ślicznie. pokazuj więcej fotek :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Seksownie i bardzo parysko. Piekne krzesła, piękne swiatło i cudowna podłoga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo jaki fajny styl... Och, tęsknimy za Tobą, moja droga!

    OdpowiedzUsuń
  11. przez Twój poprzedni wpis nie mam najmniejszych szans na zaliczenie sesji! :D wracaj z Internetem szybko. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tego co pokazałaś to mieszkanie prezentuje się bardzo fajnie, a jak się uporasz ze wszystkim to prosimy o więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I drewniana podłoga, super. A krzesła mam podobne, po dziadku lubego. Obiłam je tylko kupionym w I. materiałem, reszta bez zmian. Bardzo je lubię.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystko co dobre kończy się... nowym mieszkaniem :) Pięknie się urządziliście, oby pięknie się mieszkało. Najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
  15. Napisałaś tak, że czuję tę Waszą przytulność. Widok na drzewa i odgłosy ptaków, kaczki uczące się pływać...:):). Od miesiąca i 3 tyg. też jestem na nowym:) I dobrze mi tu:) Oswojenia wszystkich kątów!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znalazłam Twojego meila, mogłabyś wysłać do mnie słówko na zacisznakuchnia@gmail.com, a ja napiszę o co chodzi? Albo tutaj podaj adres, proszę...

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój mail znajdziesz w zakładce o mnie, kiedy wyświetlisz mój pełny profil :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale on jest, niestety, nieaktywny...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... jest zdecydowanie aktywny. Korzystam z niego niemal codziennie. Zapraszam: dziewczynabezmatury@googlemail.com

      Usuń
  19. cholera kocham przeprowadzki. w tym roku przeprowadzałem się już dwa razy ... dają mi poczucie niezależności, nieprzywiązywanie się do miejsc jest dobre ...

    ładnie tam macie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Twój blog Ślub Bez Bezy został ,,klepnięty'' do zabawy Dzień Bloga 2012 oraz wspomniałam o Tobie w ostatniej notce, zapraszam:
    http://moca-ma-koka.blogspot.com/2012/08/blog-day.html

    OdpowiedzUsuń
  21. hmmm...milczysz juz dlugo, szkoooda... mam tylko nadzieje, ze to tylko brak czasu. moze zdecydujesz sie cos jeszcze napisac? faaajnie by bylo. a tak na razie nominowalam twojego bloga do versatile blogger award! szczególy na http://kulinarnamekka.blogspot.de/2012/09/versatile-blogger-award.html

    dobrej zabawy zycze! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Wróć do nas dziewczynko!

    OdpowiedzUsuń