sobota, 26 stycznia 2013

Kobieca logika. Kto ją zrozumie?

Sezon karnawałowy pełną parą. Dla wybrańców, bo mój czas od rana do wieczora wypełnia praca i nauka. Ale nie mam na co narzekać, bo wiedzie mi się doskonale. Sama na imprezy czasu nie mam, ale męża wysyłam, żeby się za naszą dwójkę wybawił.

Pan Am Lounge


Oddałam się wczoraj kilkunastominutowym przemyśleniom. Moja głowa oddaliła się nieco od problematyki zarządzania mediami, porzuciłam też na chwilę wykresy rozrzutu, więc jak to często w takich sytuacjach bywa popłynęłam ze strumieniem świadomości. W pokoju radio mruczy coś przyjemnego, a ja wymalowana, uczesana i ubrana w sukienkę stoję w kuchni nad koszulą męża i cieszę nosek zapachem prasowanej bawełny. Kto nie kocha zapachu parującej bawełny i gorącego żelazka? Nie jestem miłośniczką prasowania, ale czasami muszę sięgnąć po te narzędzie diabła. Koszula wyprasowana, sięgam po sweter i zaczynam się zastanawiać, po co ja właściwie to prasuje

No przecież! Chcę, aby mój mąż dobrze wyglądał!

No dobrze, ale z jakiego powodu?

To mój mąż, a mój mąż musi wyglądać dobrze.
Nawet z nim nie idę te na imprezę, więc to ktoś inny będzie cieszył oko jego wyprasowaną garderobą. A jeszcze zacznie się do niego jakaś biurowa lafirynda przystawiać! No i na co te całe prasowanie?

Nie puszczę go przecież na imprezę firmową w wygniecionym swetrze i przetartych jeansach!

Kobieto! Zazdrosna jestem i czerwona ze złości jak się za nim oglądają, a jeszcze sama dokładam do ognia. Im lepiej będzie wyglądał, tym więcej się za nim będzie oglądało!

Coś w tym jest. 

Ale chyba nie logika.

16 komentarzy:

  1. Ja się cieszę, że L. jest programistą, bo kobiet jest niewiele w tej branzy. A jeśli są to takie przysłowiowe z politechniki (z tym oczywiście żartuję, sama jestem z politechniki, a chyba nie jest ze mną tak najgorzej).

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, mój małż też jest programistą, ale te panie z działu HR...

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście L. pracuje w dość niedużej firmie, w studiu gier komputerowych, więc mają tam jakieś 3 kobiety ;) A imprezy firmowe są bardzo na luzie, kończą się kupowaniem żarcia w KFC :p

    OdpowiedzUsuń
  4. No to mamy kolejny punkt wspólny, bo mój mąż też programista i też ostatnio poszedł na imprezę firmową zamkniętą na 200 osób :) i co i mimo, że mógł wrócić późno - wrócił o 23, bo jak sam stwierdził nie umie się beze mnie dobrze bawić :D a z tym dbaniem o wygląd mam identycznie! Bo co jak co ale to o mnie będzie świadczyło, że nie wyprasowane i jaką to żoną jestem :) a zazdrość hmmm...to bardzo dobra oznaka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Też sobie zawsze mówię: on pójdzie "wyprasowany" to co sobie o żonie pomyślą?! No ale nie sądzę, że jak ja mam niewyprasowane spodnie to ludzie myślą: "co ona ma za męża?"

      Usuń
    2. Niestey to pewnie w drugą stronę nie działa :) Tylko raz jedyny w życiu pozwoliłam mężowi wyprasować pranie i co? Nie dość, że jedną mała kupkę prasował w ponad godzinę (ja to robię max 20 minut) to stękał przy tym niemiłosiernie. Never Ever!

      Usuń
  5. Przyszła w podartych pończochach - "No co ona ma za męża?! Taki... drapieżny :D" więc czasem nie wiadomo jakie te interpretacje będą. Biurowe lafiryndy powiadasz? Brzmi ostro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ze mną to jest tak, że nawet jak poznam współprawcownice męża i wiem, że urodą nie grzeszą to potem w myślach je wyolbrzymiam do gwiazd porno, które myślą jedynie o tym jak uwieźć mojego męża, haha! Kobieta!

      Usuń
  6. A choćby to była logika, ale Twoja :) A co ludź, to inna logika ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. bo to jest chyba tak, że z jednej strony, to najlepiej, żeby poszedł brudny i nieogolony (a jak już ogolony, to koniecznie z jakimś - chociaż małym - zacięciem), żeby się te biurwy za nim nie oglądały; ale z drugiej strony, co biurwy o żonie pomyślą, jak koszula będzie miała choć jedno zagniecenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logika i antylogika. Idealnie to ujęłaś :)

      Usuń
  8. Ale takim wygniecionym któraś może chcieć się zaopiekować i wyprasować koszulę :D
    I tak żle i tak nie dobrze ;)
    pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz moja teoria upadła już zupełnie! Ach...

      Usuń
  9. trzeba się kilka razy w biurze u małża pojawić, zaznaczyć swoje terytorium i może iść na każdą imprezę. Ale trzeba tak wyglądać aby się biurwy ze wstydu za swój wygląd pod biureczka i komputerki schowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, ale ja chyba nie jestem aż taką zwolenniczką "obsikiwania" terytorium. Mimo wszystko wierzę w jego zdrowy rozsądek :)

      Usuń