wtorek, 27 października 2015

Ciąża w Niemczech. I i II trymestr.

Odkąd zwierzyłam się na blogu, że jestem w ciąży pisało do mnie sporo dziewczyn z zapytaniem o jej przebieg w Niemczech.

Oczywiście jest taki sam jak w Polsce i każdym innym miejscu na świecie :)

Trudno mi będzie porównywać opiekę nad kobietą ciężarną w Polsce i w Niemczech, dlatego skupię się na tym jak to wygląda w Berlinie. Weźcie proszę pod uwagę, że niektóre rzeczy (dostęp do badań, ich koszt, rodzaje porodów) mogą się różnić w zależności od miasta w Niemczech oraz od kasy chorych i rodzaju ubezpieczenia.

Większość kobiet o ciąży dowiaduje się pewnie w podobny sposób:

"Jezu, okres się spóźnia! O Boże, dwie kreski!"





I wtedy wybieramy się do ginekologa. Ja mam ogromne szczęście, ponieważ pani doktor, która prowadzi moją ciążę jest doświadczonym specjalistą (ginekolog ze specjalizacją edokrynologa, co było dla mnie ważne ze względu na chorobę, którą przeszłam kilka lat temu), sama jest mamą, a do tego jest bardzo konkretna i przy tym sympatyczna. Z doświadczenia mogę podpowiedzieć, aby zwrócić uwagę na dojazd do lekarza. Ja jeżdżę rowerem lub komunikacją miejską i gabinet jest blisko stacji metra, a rowerem dojeżdżam tam w 20-30 minut. Na początku to nie ma znaczenia, ale z każdym kolejnym tygodniem będzie Wam coraz ciężej, więc nie wybierajcie lekarza po drugiej stronie miasta. Szczególnie, że przez pierwsze dwa trymestry wizyty odbywają się co 4 tygodnie.

Moja pierwsza wizyta odbyła się w 5 tygodniu ciąży i akurat była zaplanowana miesiąc wcześniej (przypadek...), jednak jeśli jesteście w ciąży to lekarz ma obowiązek przyjąć was poza kolejką i jest to tzw. "akut". Pani doktor na USG potwierdziła obecność pęcherzyka, wydrukowała dla mnie zdjęcie i powiedziała, że widzimy się za 3 tygodnie. Zanim wyszłam z praktyki lekarskiej (w tym miejscu przyjmuje trzech ginekologów) dostałam listę badań, które przysługują mi w związku z posiadanym ubezpieczeniem oraz te, które mogę wykonać odpłatnie. Oprócz USG miałam wykonaną cytologię, morfologię krwi, badanie na obecność antyciał na różyczkę oraz HIV, potwierdzenie grupy krwi, badanie hormonów przysadki oraz tarczycy, badanie moczu, zostałam zważona i pielęgniarka dodatkowo zmierzyła moje ciśnienie.

I właśnie to ciśnienie ciągnie się za mną przez całą ciążę. Od zawsze miałam niskie, a w ciąży obniżyło się do niemal trupiego poziomu. Dostałam polecenie codziennego mierzenia w domu rano i popołudniu i ani trochę nie podnosiło mnie to na duchu. W pierwszym trymestrze ledwo dobijałam do 90/50, zdarzało mi się mdleć, a z pogotowiem mogłam już przybijać piątkę. Najbardziej spektakularne było omdlenie w kinie, dokąd wezwano lekarza, a od obsługi dostałam dwa gratisowe bilety :) Od pani doktor dostałam polecenie picia mocnej kawy przynajmniej raz dziennie. Nie znoszę tego napoju, do tego w ciąży przestałam tolerować mleko! Raczę się więc codziennie rano potrójnym espresso z mlekiem owsianym i cieszę z zawrotnego ciśnienia 110/50. Do tego dostałam receptę na pończochy uciskowe, które zostały wykonane na miarę. Zamówiłam je w "ładniejszej" wersji, aby nadawały się do codziennego użytku i zapłaciłam za nie 12 EUR.

Teraz kilka konkretów. Badania, które przysługują na kasę chorych to już wcześniej wspomniane USG (po jednym na trymestr), cytologia, morfologia oraz badanie moczu przy każdej wizycie, obciążenie cukrem i krzywa cukrowa, w wypadku stwierdzenia jakiś wad płodu amniopunkcja, bardzo dokładne badanie USG 3D pomiędzy 20 a 22 tygodniem ciąży (Fehlbildungsdiagnostik/Fein-Ultraschall) oraz w wypadku stwierdzenia wad płodu wizyta u genetyka. Dodam tylko, że ze względu na problemy z ciśnieniem dostałam skierowanie na badanie połówkowe do innego lekarza, u którego był lepszy sprzęt. Przyznam, że to chyba była najbardziej poruszająca chwila całej ciąży, móc z mężem tak dokładnie zobaczyć córeczkę w brzuchu.

Wszystkie inne badania są odpłatne, nie będę pisała o wszystkich, bo ten wpis miałby 10 stron, natomiast napiszę o tych, na które ja się zdecydowałam i które zostały wykonane w pierwszych dwóch trymestrach. Przy okazji każdej wizyty mam wykonywane USG, a jego koszt to 17 EUR (oczywiście przysługuje mi po jednym refundowanym na trymestr). Do tego między 11 a 13 tygodniem można wykonać badanie stwierdzające, czy występuje zwiększone zagrożenie chorób genetycznych. Na nie składa się USG, badanie krwi oraz dodatkowa rozmowa z lekarzem (badanie w skrócie nazywane jest Nackentransparenzmessung). Cały komplet kosztował mnie 200 EUR i cieszę się, że je wykonałam, ponieważ można podczas niego stwierdzić czy dziecko prawidłowo się rozwija, czy nie ma wskazań do dodatkowych badań (np. źle rozwinięte organy wewnętrzne, za mała kość nosowa, zbyt duża przezierność karkowa, pomniejszona komora mózgowa itd.) Dzięki temu badaniu można wcześniej zadecydować o miejscu, w którym urodzimy i w razie komplikacji dziecko będzie otoczone najlepszą opieką. W Niemczech 95% kobiet decyduje się na wykonanie tego badania.

Wszystkie wyniki badań oraz terminy kolejnych wizyt wędrują do Mutterpass i jest to najważniejsza rzecz, która towarzyszy nam od drugiej wizyty w czasie ciąży. To cienka książeczka z naszymi danymi, która posłuży nam oraz wszystkim lekarzom i położnym, z którymi będziemy miały kontakt.

Dochodzimy do tematu położnej, czyli Hebamme. W Niemczech to niesamowity zawód, ponieważ położne są z nami od początku ciąży i zostają przez dłuższy czas po porodzie, dlatego ważne jest, aby znaleźć taką, z którą dobrze się dogadujemy. Listę Hebamme w danej okolicy łatwo znaleźć w internecie, dodatkowo w większości praktyk lekarskich można znaleźć "przewodniki" dla kobiet w ciąży ze spisem szpitali oraz położnych. U mnie zadecydował przypadek, ale znów mogę mówić o szczęściu. W chwilach rozpaczy pierwszego trymestru trafiłam na nią i świetnie się mną zajęła. Od 6 do ok. 16 tygodnia ciąży bardzo mocno wymiotowałam, mdlałam, niewiele jadłam i generalnie wierzyć mi się nie chciało, że to ten słynny "błogosławiony stan". Na szczęście moja położna wszystko świetnie mi tłumaczyła i służyła dobrymi radami. To młoda, ale doświadczona dziewczyna. Oprócz pracy położnej, organizuje kursy przygotowujące dla par do porodu i pierwszych tygodni z niemowlakiem, lekcje karmienia piersią, spotkania dla młodych matek oraz jogę dla kobiet w ciąży. Można ją spotkać w jednym z berlińskich sklepów z ekologicznymi ubrankami i innymi rzeczami niezbędnymi do obsługi dziecka po porodzie (np. wielorazowe pieluchy, chusty do noszenia, zabawki). Mamy podobne poglądy na wychowanie dzieci i chyba to w głównej mierze zadecydowało o tym, że tak bardzo ją polubiłam. Jej rola będzie największa tuż po porodzie, o którym napiszę jak już go przeżyję :)

Dziś za to kilka słów o tym, jakie możliwości porodu mają kobiety w ciąży w Berlinie. O tym wszystkim dowiadujemy się właśnie od położnej. Istnieją trzy możliwości: poród w domu z położną, poród w Geburtshaus oraz poród w szpitalu. Od początku bardzo chciałam rodzić w Geburtshaus. Wybraliśmy się z mężem na spotkanie informacyjne do wypatrzonego przeze mnie i polecanego przez położną (jedynie kilka kilometrów od naszego domu) w połowie maja, kiedy byłam w ok. 14 tygodniu ciąży. Zrobił na mnie świetne wrażenie. Cała idea tego miejsca polega na jak najbardziej naturalnym porodzie, bez znieczulenia, bez ingerencji lekarskiej, a jedynie z pomocą położnych. Mogą tam rodzić kobiety, które przechodzą ciążę bez komplikacji, a dziecko jest ułożone główką w kanale rodnym. Nie nacina się tam krocza, nie ma możliwości wykonania cięcia cesarskiego, jest za to poród w dogodnej dla kobiety pozycji lub w wodzie. Miejsce przypomina bardziej pensjonat z przytulnymi pokojami, a jedynie zwisające z sufitu szarfy oraz dziwnie wyglądające taborety wskazują na to, że jest to dom porodów. Pomimo, że do rozwiązania zostało wtedy wiele wiele tygodni to niestety trafiłam na listę oczekujących, na której już niestety pozostałam. Jeśli chcecie rodzić w Geburtshaus to najlepiej zapiszcie się tam od razu po otrzymaniu Mutterpass, ponieważ jak widać jest wiele chętnych.

O moim ostatecznym wyborze opowiem Wam w kolejnym wpisie, ponieważ dotyczy on III trymestru.

Po więcej ciążowych wspominek zapraszam na mojego Instagrama

Na koniec kilka słów o mniej istotnych, ale równie ciekawych sprawach. Aplikacja, która towarzyszy mi od początku ciąży to Wir bekommen ein Baby. Ściągnęłam ją głównie po to, aby wiedzieć dokładnie, w którym tygodniu ciąży jestem. Dodatkowo przypomina mi o badaniach, które czekają mnie w danym miesiącu oraz ile waży moje dziecko i ile ja powinnam ważyć. O ile aplikacja wydaje mi się zbędna to stronę http://www.babycenter.de/ polecam szczególnie, ponieważ można się z niej dowiedzieć wszystkich najważniejszych rzeczy: wyprawka dla mamy oraz dla dziecka, plan porodu, rozwój dziecka przed i po porodzie, rady odnośnie ubioru, ćwiczeń, sporo porad dotyczących żywienia (dieta bogata w żelazo, magnez, przepisy na gorsze dni). Ja zdecydowałam się na cotygodniowy newsletter, który mniej więcej od połowy ciąży czytam z zainteresowaniem. Dowiaduję się sporo o tym, co moje dziecko porabia w brzuchu, ale przede wszystkim o tym, co mnie czeka zaraz po porodzie.

Warto też skorzystać z jakiegoś programu lojalnościowego. Wyszłam z założenia, że zakupy dla dziecka i tak będę musiała robić, więc czemu by na tym nie zaoszczędzić. Dwie największe drogerie sieciowe w Niemczech dm oraz Rossmann mają ciekawe oferty. Ja mam pod nosem kilka drogerii dm, więc zapisałam się do ich programu glückskind. Dostałam bardzo fajny organizer, w którym trzymam Mutterpass, wszystkie zdjęcia z USG, wyniki badań oraz najważniejsze wizytówki (ginekolog, położna, szpital). Oprócz tego co jakiś czas otrzymuję do skrzynki zniżki na produkty dla dzieci i mam, rabaty na zakupy oraz ulotki z poradami.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące przebiegu dwóch pierwszych trymestrów w Niemczech to piszcie w komentarzach! Na pewno nie poruszyłam wszystkich tematów, ale wtedy ten wpis liczyłby kilkanaście stron i pewnie nikt nie dotrwałby do końca.

W kolejnym na pewno pojawi się temat wyprawki, kursu przygotowującego do porodu oraz samego porodu.


1 komentarz:

  1. Witam. Czy mogłabyś udzielić jakichś informacji na temat zasiłków dla rodziców. Ja obecnie jestem na L4 z Polski i nie bardzo wiem co dalej...

    OdpowiedzUsuń