czwartek, 21 stycznia 2016

Ciąża w Niemczech: III trymestr, poród i połóg.

O przebiegu pierwszych dwóch trymestrów ciąży piszę tu. Dziś o trzecim trymestrze, porodzie oraz połogu.

Ostatnie trzy miesiące ciąży upłynęły mi najspokojniej ze wszystkich. Z jednej strony dlatego, że nigdzie już nie wyjeżdżałam, a czas spędzałam głównie w domu i na spacerach, a z drugiej, ponieważ miałam już niewiele pracy i nie musiałam się forsować.

Nasza przyjaciółka zaoferowała się, że zrobi nam kilka zdjęć w ostatnim okresie ciąży. Tu 38 tydzień. Wielkie oczekiwanie!



Do 35 tygodnia ciąży u lekarza byłam co 4-5 tygodni na kontroli. W ostatnim etapie wizytę miałam co 2 tygodnie, a co wtorek jeździłam na KTG, które również było wykonywane w tej samej praktyce lekarskiej. Kiedy byłam po terminie KTG miałam robione co drugi dzień, każdą wizytę u ginekologa wykorzystywałam jako pretekst do przejażdżki na rowerze. Ostatnią wizytę miałam w piątek, a urodziłam w niedzielę. W ciągu ostatniego trymestru za każdym razem miałam mierzone ciśnienie oraz sprawdzaną wagę, kilka razy wykonano małą morfologię (gdzie wiecznie miałam nieco obniżony poziom żelaza...) oraz badanie hormonów tarczycy (ze względu na problemy z tym gruczołem przed laty). W 36 tc. poprosiłam o wykonanie dodatkowego badania na obecność streptokoków grupy B (paciorkowce), które kosztowało kilkanaście euro. Na szczęście okazało się, że nie jestem nosicielką tych bakterii. Oprócz tego na każdej wizycie ginekolog wykonywał USG, ponieważ przez pewien okres mała bardzo wolno przybierała na wadze.

Wszystkim polecam zrobienie choćby kilku zdjęć na pamiątkę. Bardzo szybko się zapomina o tym, jak to było z brzuchem!

Kolejnym, chyba tak samo ważnym elementem była szkoła rodzenia, czy bardziej kurs przygotowujący do porodu oraz pierwszych tygodni z dzieckiem. My zdecydowaliśmy się na wersję weekendową, która odbyła się na początku listopada (bałam się, że nie zdążę na niego pójść!) w sobotę i niedzielę od 9 do 17 z godzinną przerwą. Nie żałuję ani chwili spędzonej na kursie! Prowadziła go moja położona, dzięki temu czułam się tam bardzo komfortowo. Oprócz nas było jeszcze kilka par, jednak żadna nie była w tak zaawansowanej ciąży. Oprócz dokładnego opisu porodu oraz tego co dzieje się po nim najwięcej dało mi psychiczne wsparcie ze strony położnej. Mówiła nam dużo o tym co dzieje się z emocjami rodziców w trakcie i po porodzie. Na to, co czeka młodych rodziców nie sposób się przygotować, jednak wiedza i jej doświadczenie sprawiły, że wiedziałam, co mnie czeka na porodówce, a mój mąż dowiedział się jak być dla mnie wsparciem.

Kurs był też świetną okazją, żeby spędzić trochę czasu razem. Pamiętam, że była piękna pogoda, przejażdżka rowerowa na kurs, wspólnie zjedzony obiad w drodze do domu to były nasze ostatnie spokojne chwile tuż przed porodem.

Ostatecznie ten najważniejszy moment nadszedł kilka dni po terminie w nocy z soboty na niedzielę. Tuż po północy odeszły mi wody, jednak nie w spektakularny sposób. Było ich na tyle mało, że zastanawiałam się czy to na pewno już. Godzinę później zaczęły się nieregularne skurcze, które po ciepłej kąpieli nabrały siły. Z kursu wiedziałam, że jeszcze długa droga przede mną, mąż ze spokojem pomógł mi się wymyć i przebrać w czystą piżamę i położyłam się z powrotem do łóżka. Między skurczami udało mi się trochę przysypiać i nabierać sił, gdy przychodził skurcz mocno trzymałam za rękę (niemal łamiąc palce) mojego męża. Około 7 rano skurcze były bardzo silne i regularne, więc postanowiliśmy jechać do szpitala. Podczas rejestracji porodu kilka tygodni wcześniej otrzymałam tzw. Krankentransportschein, czyli dokument uprawniający do bezpłatnego przejazdu do szpitala. Mąż zadzwonił pod podany numer, jednak firma, która wykonuje te usługi powiedziała, że jesteśmy za daleko (!), jest niedziela (!) i żebyśmy zadzwonili po karetkę. Absolutnie nie chciałam jechać ambulansem, więc zdecydowaliśmy wziąć auto z car-sharingu Drive Now i po 20 minutach byliśmy na porodówce. Tuż przed 9 rano wybrałam swoją salę, dużo chodziłam, aby nie stopować skurczy, położna co jakiś czas sprawdzała zapis KTG oraz rozwarcie. W międzyczasie przyniosła również śniadanie, na które nie mogłam patrzeć, za to mój mąż zjadł je ze smakiem. Nie mam pojęcia ile trwały skurcze parte, ostatnia faza porodu nie była aż tak bolesna jak skurcze tuż przed nią, położna która mi towarzyszyła świetnie mi doradzała i pomagała fizycznie, Lidia urodziła się o 12:28, chwilę później urodziłam łożysko, więc od odejścia wód do ostatniego parcia minęło dokładnie 12 godzin.

Niedługo po porodzie położna przywiozła mi i mojemu mężowi obiad oraz słodkości na regenerację, podczas gdy mała cały czas leżała na moich piersiach. Po około 1,5 godziny Lidia została zważona, zmierzona, a mi podano kroplówkę z glukozą i lekiem, który pomógł szybciej obkurczyć się macicy.

4 godziny po narodzinach mogliśmy się spakować i pojechać do domu. Właściwie to nawet nie zdążyliśmy się rozpakować.

Mój wybór szpitala był bardzo świadomy. Zależało mi na miejscu, gdzie stawia się na możliwie naturalny poród, gdzie położne wspierają siły kobiet, gdzie rzadko dokonuje się cięcia oraz gdzie nie sugeruje się w pierwszych skurczach wzięcia znieczulenia. Oczywiście cieszę się, że żyjemy w XXI wieku i każda kobieta może urodzić tak jak tego chce, czy jest to cięcie cesarskie na żądanie czy naturalny poród w domu. W momencie wyboru szpitala ważne było dla mnie czy jest możliwy poród w wodzie, jednak gdy w nocy brałam kąpiel czułam się bardzo nieswojo w wodzie i ostatecznie urodziłam półleżąc półsiedząc na boku.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o wyborze rodzaju porodu zapraszam do poprzedniego wpisu o ciąży w Niemczech.

Choć wielu osobom wydaje się to niesamowite/dziwne/straszne tego samego dnia byliśmy już w trójkę z powrotem w domu. O 18 wyszliśmy z oddziału i taksówką wróciliśmy do siebie, gdzie czuję się najlepiej i wiedziałam, że jeśli to będzie możliwe (to znaczy jeśli nie urodzę w środku nocy i sama nie będę wymagała dodatkowej opieki) to będę chciała skorzystać z opcji Ambulante Geburt. Jest to poród bez noclegu, kiedy mama wychodzi z nowonarodzonym dzieckiem tego samego dnia do domu, a kolejnego dnia jest już pod opieką swojej położnej. W moim wypadku tak właśnie było. Przed wyjściem musieliśmy tylko wypełnić kilka dokumentów dla urzędu stanu cywilnego oraz dla szpitala. Kiedy wróciliśmy do domu zjedliśmy wcześniej przygotowaną kolację i poszliśmy spać.

W dniu narodzin Lidii mogliśmy cieszyć się tym szczęściem już w domu!

Następnego dnia rano zjawiła się położna (Hebamme), aby obejrzeć mnie (sprawdziła stan obkurczenia macicy) oraz małą. Udzieliła nam kilku rad, trochę pouspokajała, sprawdziła jak sobie radzę z przystawianiem małej do piersi. W czasie połogu, czyli w ciągu 6 tygodni po porodzie, położna (jeśli mama sobie życzy) przychodzi bardzo często w ciągu pierwszych dwóch tygodni i nieco rzadziej w późniejszym okresie. Jej pomoc była nieoceniona. Prócz prozaicznych rzeczy jak przewijanie, ubieranie czy kąpiel małej była (szczególnie dla mnie) dużym wsparciem psychicznym, bo kiedy minął okres euforii nastąpił spadek nastroju i przez dłuższy czas nie mogłam się wydostać na powierzchnię swoich zmartwień. Sporo rzeczy mnie dołowało, a dzięki niej jakoś udało mi się przez to przebrnąć i przetrwać ten najgorszy okres.

W czasie połogu odbywają się trzy badania noworodka tzw. U1, U2 i U3. W większości wypadków dwa pierwsze badania wypadają w szpitalu. U1 jest wykonywane zaraz po urodzeniu, natomiast U2 pomiędzy 3 a 10 dniem życia. Jako że wyszliśmy ze szpitala tego samego dnia kolejne badania wykonywał już pediatra, do którego zapisałam się tuż przed porodem. Oprócz wagi i długości sprawdzane są również reakcje dziecka, oczy, uszy, gardło i ogólny stan. W szpitalu tuż przed wypisaniem do domu wykonywane jest badanie słuchu (Hörscreening), jednak w wypadku Ambulante Geburt rodzice muszą to badanie wykonać we własnym zakresie u laryngologa lub u wybranych pediatrów w pierwszych tygodniach życia dziecka, ponieważ wykonanie go tuż po urodzeniu jest niemiarodajne. U3 wypada miedzy 4 i 5 tygodniem życia i trwa nieco dłużej. Oprócz powtórzenia wszystkich badań lekarz wykonuje dodatkowo USG bioder oraz rozmawia z rodzicami o nadchodzących szczepieniach.

Nasze pierwsze wspólne dni przebiegły niezwykle spokojnie.

Ostatnia sprawa to wizyta mamy u ginekologa po upływie 6 tygodniu od porodu. Wręczamy na niej ginekologowi prowadzącemu ciążę wypis ze szpitala, w którym są zawarte wszystkie informacje dotyczące porodu oraz dziecka. Lekarz wykonuje badanie ginekologiczne, informuje o tym jak szybko wrócić do formy, co można a czego jeszcze nie, jeśli chodzi o sport oraz informuje o możliwości gimnastyki poporodowej, która pomaga wzmocnić mięśnie dna miednicy. Taki kurs prowadzi najczęściej położna i jest w pełni finansowany przez kasę chorych.

------

To już wszystko, co mogłabym Wam opowiedzieć o tym niezwykłym okresie. Nie minęły nawet dwa miesiące, a ja czuję, że ten rozdział już jest zamknięty. Ciąża, poród i połóg to niesamowity czas dla kobiety i jej ciała. Planuję jeszcze napisać o tym, jak i czy warto przygotować się w jakiś specjalny sposób do porodu.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to czekam na Wasze komentarze lub wiadomości prywatne na maila dziewczynabezmatury@gmail.com

3 komentarze:

  1. Fanfary, fajerwerki, fontanny (szampana)!
    Dobrego oswajania się nawzajem :*
    Nasze Potomki dzieli niemal dokładnie - rok :)

    OdpowiedzUsuń