sobota, 6 października 2012

Stary Bawarczyk w Dojczland. Dlaczego (czasami) nie lubię Niemców.

Z jakiegoś niepojętego powodu nie mogę dziś dodawać komentarzy na własnym blogu! Zrzucam to na karb wołającego o pomstę połączenia. W poprzednim mieszkaniu internet szaleńczo wlewał się na mój komputer, obecnie muszę walczyć niczym lwica o każdy pakiet danych. No, ale przynajmniej mam coś, co przy wielkich staraniach  mogę nazwać stałym podłączeniem do sieci.

Ostatnie tygodnie zeszły mi na urządzaniu naszego gniazdka i gotowaniu pyszności dla męża i przyjaciół. Jak już Wam pisałam, mam piekarnik, który utrzymuje stałą temperaturę i to do tego, taką jaką sobie zażyczę! Wróciłam też do tygodniowego menu, które pewnie Was cieszy. Wpadłam w międzynarodowy tygiel, z którego skrzętnie korzystam. I muszę przyznać, że niski odsetek otaczających mnie Niemców wpływa korzystnie na moje samopoczucie. "Wariatka!" - pomyślicie. Mieszka w Niemczech i nie podobają jej się autochtoni. Nie będę ukrywała, że mam problem z Niemcami. Za Stasiukiem powtórzę, że Niemcy to jeden z nielicznych krajów, w którym byłoby sympatyczniej, gdyby wszyscy jego mieszkańcy wyjechali dokądś na wakacje, na Ibizę albo Majorkę na ten przykład. I tak przecież co piąty mieszkaniec Balearów pochodzi z kraju nad Renem i Łabą. Co za różnica, gdyby był to co drugi, albo gdyby na archipelagu wyłącznie mieszkali Niemcy??

I tak panoszą się wszędzie. Użyłam tego słowa z pełną premedytacją. Gdziekolwiek nie przybywają czują się jak panowie na włościach. Uważają, że nie muszą się uczyć języków obcych i zawsze są tak samo zdziwieni, że za granicą nikt nie chce z nimi rozmawiać po niemiecku. Któregoś razu wracałam z mężem z długiego weekendu z Polski (niemieckiego długiego weekendu, zaznaczę) i z jakiejś niezrozumiałej przyczyny Niemieckie Koleje (DB) podstawiły pociąg z jednym (sic!) wagonem. Wszyscy Niemcy (którzy wracali znad polskiego morza, gdzie Urlaub ist super billig) oraz wszyscy Polacy (którzy przyjechali odwiedzić swoje rodziny i uzupełnić zapasy twarogu i kwaśnej śmietany) wcisnęli się do tego jednego wagonu jak sardynki. Oczywiście ja, wyznawczyni zasady, że zawsze trzeba mieć klasę i styl, założyłam na tę okazję 13 cm szpilki, w których dwugodzinna podróż na stojąco w przedusznym i przegorącym pociągu była niczym kuracja odchudzająca. Odchudzająco zadziałały też wszystkie nerwy, które spinały się boleśnie przy każdym kolejnym słowie obrzydliwie grubego i czerwonego jak świnia Bawarczyka*, który mówił tym okropnym dialektem. Nie znoszę go, a przyczynia się do tego przede wszystkim fakt, że Bawarczykom wydaje się, że to jedyny słuszny język i nawet nie starają się udawać, że potrafią mówić w Hochdeutsch, czyli w języku literackim, ogólnie przyjętym w Niemczech.

Bawarczyk za pewne nadawał przez całą podróż, ale mój mąż widząc moje coraz to bardziej złowieszcze miny chwycił mnie za rękę i jakimś dziwnym sposobem udało nam się przepchnąć przez ciasno upchniętych pasażerów na drugi koniec wagonu, gdzie nie byłam w zasięgu rażenia tego Niemca. "Ale o co jej chodzi!" zapytacie pewnie. Otóż ten wątpliwie sympatyczny pan snuł teorie jakie to Niemcy byłyby dziś wielkim i wspaniałym państwem, gdyby nie te pomioty szatana Polska i Rosja, chociaż Rosja to jeszcze, bo przecież taka duuuuuża. Ale Polska!? Przecież ten 'Szecin' to jakaś pomyłka! To przecież zawsze był Stettin! To jest przecież niemieckie miasto i Polacy nigdy nie będą tu u siebie! Gorsi są niż ci z DDR, bo nawet po niemiecku nie mówią! Bieda aż piszczy. Nie to co u nas, w Bawarii. Przemysł, dobrobyt, Alpy!

No przecież myślałam, że się odwrócę i chwycę go za ten pusty łeb i najgłębszym frankońskim jaki potrafię z siebie wydobyć powiem mu, że jego niby-państwo Bawaria, zostało odbudowane za amerykańskie pieniądze tylko dlatego, że jego ziomek Hitler rozjechał razem z Ruskimi połowę Polaków, a drugą połowę zamknął w obozach, po wojnie zostawiając na pastwę Rosjan, którzy obracali nami jak pionkami. Teraz, gdy już się objedli i opili za amerykańskie pieniądze z planu Marshalla  mają pretensje do losu, że ktoś, czyli państwo każe im płacić zbójecki podatek na biedniejsze Bundeslandy, np. te ze wschodu Niemiec. 

Nic nie powiedziałam, bo gdy temperatura w mojej głowie osiągnęła poziom wrzenia, mąż chwycił mnie za rękę i przeciągnął daleko od Hansa-Helmuta...

Wiem, że piszę to dla i do ludzi, którzy może trafią na tego bloga i może nawet przeczytają cały wpis. Wiem również, że mogę zostać surowo oceniona po tym, co tu ponawypisywałam. Ja siebie oceniam bardzo surowo, bo nie wolno wyciągać wniosków o całym narodzie na podstawie takich pryszczy na dupie, jakich zdarza się spotkać w każdym kraju, jednak jest w Niemcach coś niepokojącego o czym chciałabym Wam od czasu do czasu pisać na tym blogu. Niepokój budzi przede wszystkim ich kompromisowe i komformistyczne podejście do rzeczywistości. Niemcy biorą świat takim jaki jest, nie analizują, nie zastanawiają się. Bardzo mnie razi ta ich małostkowość, brak zainteresowania światem i wyjrzenia nieco poza swój mlekiem i miodem płynący kraj... To jak będzie? Mam Wam od czasu do czasu wrzucić nieco goryczy na temat Niemców?


*skąd wiem, że to był Bawarczyk? Nie, nie... Nie poddaję się stereotypom. Po prostu w domu mówiło się po frankońsku, a stamtąd już niedaleko do Bawarii. Bayer erkenne ich schon von weitem...
** proszę o wybaczenie, pisałam ten wpis pod wpływem piwa...

13 komentarzy:

  1. Trafilam tu przez przypadek i chyba zostane, fajnie tu u Ciebie!;)
    Bardzo interesujacy wpis i wg mnie wcale nie musisz sie tlumaczyc, ze pisalas go pod wplywem piwa...wszakze..."in vino veritas":)))
    Pozdrowionka!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Twoim miejscu też by mnie cholera brała. Akurat tym razem padło na Bawarczyka, ale taka koszmarna niewiedza czy też ignorancja zawsze są denerwujące. Fajnie, że ten pan urodził się w takim, a nie innym miejscu, w dobrych czasach, nie musiał iść na wojnę albo przymierać głodem - tylko nie ma w tym żadnej jego zasługi.
    Cieszmy się tym co mamy i pozwólmy żyć innym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Niemcami różnie bywa. Ja zwykle trafiałam na zainteresowanych tym, co się dzieje gdzieś dalej. Ale studiuję w takim miejscu, gdzie ciężko trafić na innych... Za mało Niemców poznałam najwidoczniej.
    Wylewaj czasem tę gorycz. Z międzykulturowego punktu widzenia to bardzo interesujące zagadnienia.
    W każdym kraju jest tak samo - są osoby otwarte i zamknięte na wszystko. Są Polacy, którzy chcą znać świat i nie poddają się stereotypom, ale są też tacy, którzy zachowują się, jakby wojna skończyła się przedwczoraj.

    OdpowiedzUsuń
  4. ojejusiu :))) jaka szkoda, że twój małżonek interweniował zapobiegawczo :))) chciałabym zobaczyć taką konfrontację. Zwłaszcza z przytoczeniem wszystkich argumentów, w tym również z tym jak to się "objedli i opili za amerykańskie pieniądze z planu Marshalla" :)) pozdrawiam z tego kontrowersyjnego Szczecina ;)

    "Dojczland" również czytałam - sporo w nim trafnych komentarzy nt. Niemców, ale równie dużo kompleksów. Zmęczyły mnie... Wolę innego Stasiuka, mniej spiętego... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę inne książki Stasiuka, ale Dojczland nie jest książką, którą da się potraktować obojętnie. Czasami denerwuje mnie w niej sam autor, czasami półobecni bohaterowie...

      I ja czasami żałuję, że nie wchodzę w dyskusję z Niemcami. To taka zasada. Ale raz złamałam własną regułę i skutek był najbardziej nieoczekiwany... Ale o tym pewnie w kolejnym wpisie!

      Usuń
  5. Wstyd się przyznać, ale złota myśl Stasiuka, że Niemcy jako kraj byłyby fajniejsze bez Niemców-mieszkańców (chyba w "Dojczland" to napisał) też mi przypadła do gustu.
    Ja nie mieszkam w Niemczech, ale na tzw. Ziemiach Odyskanych, gdzie prawie przez całe lato przyjeżdżają niemieckie wycieczki i fotografują moją kamienicę z secesyjnymi ozdobami. Niekiedy przez te starsze panie w butach ortopedycznych i towarzyszących im panów, to aż się boję wyjść na balkon, o wywieszaniu prania juz nie wspomnę. I oni rzeczywiście, wszyscy bardzo lubią to, co jest "bilig", np. masowo odwiedzają tutaj fryzjerów i kosmetyczki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemieckie wycieczki w Szczecinie!! O tak, uwielbiałam je. Jakiś czas zajmowałam się ich oprowadzaniem i najbardziej lubiłam te, które nie podchodziły do Szczecina, jak do "swojego", bo przyjechali zwiedzać, a nie wspominać. Nie mam nic przeciwko Niemcom, którzy chcą zobaczyć miasto młodości swoich rodziców czy dziadków, ale czasami ich komentarze były porażające...

      Choć z drugiej strony ponoć wilniuki też nie przepadają za polskimi turystami, którzy przyjeżdżają tam jak do siebie.

      Usuń
  6. Jako pochodząca z miejscowości wybitnie turystycznej zgadzam się z tym, jak opisałaś podejście Niemców do języków obcych. Przyjeżdżają do nas (mam na myśli miasteczko) na zakupy i nawijają po niemiecku. Oburzają się, gdy nie są rozumiani i to my jesteśmy, w ich mniemaniu, niedouczeni. Do you speak english? Nie, oni nie mówią po ang bo przecież nie muszą. Kiedy ja wybieram się do obcego kraju, w sytuacjach straganowych staram się być zrozumiana i czasami próbuję we wszystkich językach świata, łącznie z migowym, żeby miejscowy wiedział o co mi chodzi. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby nawijać po polsku za naszą zachodnią granicą. Jak przychodzisz do kogoś w gości, to szanuj swojego gospodarza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo Wam dziękuję za taki odzew. Bałam się zrugania, ale skoro nie osądzacie mnie od czci i wiary to mam nadzieję, że jeśli od czasu do czasu pojawi się gorzki wpis o Niemcach to nie będziecie źli :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Troszkę przegapiłam tego Twojego posta, ale chcę powiedzieć, że proszę więcej takich:) Z racji tego, że zamierzam wyjechać na stałe do Niemiec w przyszłym roku pragnę wiedzieć więcej takich 'smaczków' z życia Niemców i ich kultury. W prawdzie nie jestem całkiem 'zielona', mam tam dużą rodzinę, bywałam wiele razy, ale wiadomo, że kiedy się mieszka w danym kraju można w 100% poznać te obyczaje, kulturę czy właśnie stereotypy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj
    Ja tez mieszkam w Dojczland ale mam zupełnie inne doświadczenia niż Ty.Ja nigdy nie spotkałam się z taką postawą, wręcz przeciwnie,wszyscy Niemcy, których znam(a znam ich naprawdę wielu) wstydzą się do tej pory,za wojnę.
    Nigdy nie słyszałam takich chorych tekstów od nikogo.
    Inna sprawa, że to Bawarczyk a oni jak mówi mój mąż(teżNiemiec),to nie są prawdziwi Niemcy.Oni są inni i niezbyt lubiani przez mieszkańców innych landów.
    Powiedz mi tylko dlaczego mieszkasz w kraju, którego mieszkańców niezbyt lubisz?Nie odbierz proszę tego jako atak na Ciebie.To tylko zwykła ciekawosc.

    OdpowiedzUsuń